Wiele osób myśli, że uzależnienie zaczyna się od „złych decyzji”, ciekawości albo problemów z towarzystwem. Tymczasem u ogromnej części osób, które trafiają do Monaru, w tle znajduje się coś głębszego i bardziej bolesnego: nieprzepracowana trauma. To może być trudne dzieciństwo, przemoc, zaniedbanie, utrata bliskiej osoby, toksyczny związek, przewlekły stres lub doświadczenia, których na pierwszy rzut oka nie da się nazwać „traumą”, a jednak głęboko ranią.
W tym artykule wyjaśniamy, dlaczego trauma i uzależnienie tak często idą razem — i co można z tym zrobić podczas terapii.
Trauma to nie tylko wydarzenie z przeszłości. To przede wszystkim reakcja organizmu, który nie poradził sobie z nadmiarem bólu, lęku lub bezsilności.
Dlatego osoba po trudnych przeżyciach może nadal doświadczać:
napięcia i pobudzenia,
problemów ze snem,
wybuchów emocji,
poczucia zagrożenia,
braku zaufania do ludzi,
pustki emocjonalnej,
ciągłego poczucia winy lub wstydu.
Właśnie dlatego wiele osób zaczyna szukać „ulgi”, która choć na chwilę uspokoi chaos w środku — i właśnie w tym miejscu pojawia się ryzyko uzależnienia.
Narkotyki, alkohol czy zachowania uzależniające (np. hazard, kompulsywne zakupy, pornografia) mogą działać jak szybki „wyłącznik” emocji. Na chwilę dają:
✔ poczucie ulgi,✔ odcięcie od lęku,✔ tłumienie wspomnień,✔ chwilowe rozluźnienie ciała,✔ złudne poczucie kontroli.
Ale to fałszywe ukojenie.
Emocje nienazwane wracają ze zdwojoną siłą, a organizm zaczyna potrzebować coraz więcej substancji, żeby „zagłuszyć” to, co boli. Tak powstaje błędne koło uzależnienia.
Trauma wpływa na mózg i układ nerwowy. Osoba, która długo żyła w napięciu, zagrożeniu lub chaosie emocjonalnym, może:
mieć trudność z regulacją emocji,
unikać bliskości, bo kojarzy się z zagrożeniem,
czuć pustkę lub brak sensu życia,
mieć niską samoocenę,
wstydzić się prosić o pomoc,
nie ufać nikomu — nawet sobie.
A uzależnienie oferuje szybkie rozwiązanie: „nie czuję — nie boli”.
Dlatego wiele osób wchodzi w nałóg nie po to, żeby „się bawić”, ale po to, żeby przetrwać.
W teorii można próbować, ale w praktyce: prawdziwe zdrowienie często wymaga pracy nad traumą.
Bez tego:
wracają stare schematy,
pojawiają się nawroty,
osoba nie wie, co zrobić z emocjami bez substancji,
trudno zbudować relacje, które wspierają,
poczucie własnej wartości pozostaje na bardzo niskim poziomie.
Dlatego w ośrodku Monar terapia uzależnień łączy się z psychoedukacją, pracą nad emocjami, budowaniem poczucia bezpieczeństwa i terapią relacyjną. Najpierw uczymy, jak regulować napięcie, a dopiero potem stopniowo dotykamy tego, co boli najbardziej.
To nie jest jednorazowa rozmowa, ale proces — bezpieczny i prowadzony w odpowiednim tempie.
W Monarze pracuje się nad:
Osoba po traumie musi najpierw poczuć, że jest w miejscu, w którym nic jej nie grozi.
Wiele osób dopiero na terapii odkrywa, że ich impulsy, lęk czy wybuchy złości to efekt przeszłych ran.
Uczenie się odczuwania, wyrażania i regulowania emocji bez substancji — to fundament zdrowienia.
Trauma często niszczy zaufanie. W grupie terapeutycznej powoli odbudowuje się zdolność tworzenia więzi.
Nie „osoba uzależniona”. Tylko człowiek, który leczy swoje rany i odzyskuje kontrolę nad życiem.
Bo:
zmniejsza napięcie i lęk,
uczy zdrowych sposobów radzenia sobie ze stresem,
odbudowuje poczucie wartości,
pozwala rozumieć swoje reakcje, a nie bać się ich,
daje narzędzia do budowania nowych relacji,
pomaga przerwać błędne koło wstydu i ucieczki.
W efekcie osoba uzależniona nie potrzebuje już substancji, by „przetrwać dzień”.
Trauma nie jest wyrokiem, a uzależnienie nie jest słabością. To często reakcja na ból, którego nie dało się unieść. Dlatego skuteczna terapia musi obejmować nie tylko nałóg, ale również to, co kryje się pod powierzchnią.
W Monarze uczymy, jak wrócić do życia bez substancji, ale też jak uleczyć rany, które prowadziły do uzależnienia. Bo dopiero wtedy można budować swoje życie od nowa — spokojnie, świadomie i z nadzieją.
A website created by
ab-media.pl