Wiele osób wyobraża sobie, że moment odstawienia substancji psychoaktywnych przynosi natychmiastową ulgę, radość i poczucie wolności.
I rzeczywiście — często pojawia się poprawa zdrowia, większa stabilność czy odzyskana kontrola nad życiem.
Jednak dla wielu osób przychodzi też coś, czego się nie spodziewały.
Cisza. Spokój. A czasem… pustka.
Niektórzy opisują to tak: „Nic mnie nie cieszy.” „Wszystko jest jakieś nijakie.” „Kiedyś emocje były silniejsze.” „Nie wiem, co robić ze sobą.”
To doświadczenie jest bardzo częste — i co ważne — nie oznacza, że terapia nie działa.
Substancje psychoaktywne silnie wpływają na układ nagrody w mózgu — system odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności, motywację i poczucie sensu działania.
Podczas używania substancji mózg otrzymuje sztucznie podwyższone dawki dopaminy — neuroprzekaźnika związanego z odczuwaniem satysfakcji.
Z czasem organizm przystosowuje się do tego stanu:
naturalne źródła przyjemności przestają wystarczać,
codzienne aktywności wydają się „za słabe”,
emocje stają się spłycone bez substancji.
Po odstawieniu mózg nie wraca do równowagi natychmiast. Potrzebuje tygodni, miesięcy, a czasem dłuższego czasu, by ponownie nauczyć się reagować na zwykłe doświadczenia.
Specjaliści nazywają ten stan anhedonią, czyli obniżoną zdolnością odczuwania przyjemności.
To nie depresja w klasycznym rozumieniu, choć może ją przypominać. To raczej etap regeneracji układu nerwowego.
Osoba w trzeźwości może:
wykonywać codzienne obowiązki,
funkcjonować poprawnie,
ale jednocześnie nie czuć satysfakcji ani entuzjazmu.
Paradoksalnie właśnie wtedy wiele osób zaczyna wątpić: „Skoro trzeźwość tak wygląda, to po co się starać?”
To jeden z najtrudniejszych momentów zdrowienia.
Uzależnienie nie tylko zmienia biochemię mózgu — zmienia też sposób przeżywania świata.
Substancje często:
wzmacniają emocje,
redukują lęk,
tworzą iluzję bliskości,
dają szybkie poczucie ulgi.
Po ich odstawieniu życie wraca do naturalnego rytmu — który może wydawać się spokojniejszy, a nawet monotonny.
Ale spokojniej nie znaczy gorzej.To często pierwszy raz od dawna, kiedy emocje zaczynają być prawdziwe, a nie chemicznie wywołane.
W terapii często mówi się, że stabilność emocjonalna początkowo bywa mylona z nudą.
Brak dramatów, skrajnych emocji czy chaosu może wydawać się czymś obcym. Organizm uczy się funkcjonować bez ciągłych skoków napięcia.
To moment, w którym:
układ nerwowy się regeneruje,
ciało odzyskuje równowagę,
mózg uczy się nowych sposobów reagowania.
To proces, nie nagła zmiana.
Powrót zdolności odczuwania przyjemności zwykle nie następuje spektakularnie. Raczej powoli i niemal niezauważalnie.
Najczęściej zaczyna się od małych rzeczy:
spokojnej rozmowy,
poczucia bezpieczeństwa,
rutyny dnia,
drobnych sukcesów,
relacji bez napięcia.
Z czasem mózg ponownie zaczyna reagować na naturalne bodźce.
To trochę jak ponowna nauka smaków po długiej chorobie — najpierw wszystko wydaje się bez wyrazu, ale stopniowo wraca intensywność.
Nie ma jednego rozwiązania, ale doświadczenie terapeutyczne pokazuje kilka ważnych elementów:
Regeneracja psychiczna wymaga czasu.
Stały rytm daje poczucie bezpieczeństwa układowi nerwowemu.
Naturalnie wspierają produkcję dopaminy.
Bliskość odbudowuje emocjonalne reakcje.
Pozwalają zrozumieć, że to etap wspólny dla wielu osób.
Moment emocjonalnej pustki bywa trudny, bo pojawia się wtedy, gdy człowiek zrobił już ogromny krok — przestał używać substancji — ale jeszcze nie odczuwa nagrody za tę zmianę.
To przestrzeń pomiędzy starym życiem a nowym.
Nie jest oznaką porażki. Nie oznacza, że coś poszło nie tak. Często jest dowodem, że proces zdrowienia naprawdę się rozpoczął.
Z czasem pojawia się coś spokojniejszego niż euforia — poczucie stabilności, bezpieczeństwa i autentycznego kontaktu ze sobą.
A dla wielu osób właśnie to okazuje się największą zmianą.
A website created by
ab-media.pl