Rodziny osób uzależnionych bardzo często przeżywają ten sam bolesny scenariusz. Po kolejnej kłótni, kryzysie zdrowotnym, problemach finansowych czy utracie zaufania bliskich pojawiają się słowa:
„Przysięgam, to już ostatni raz.” „Od jutra kończę.” „Zrozumiałem swój błąd.” „Nigdy więcej tego nie zrobię.”
Przez chwilę wszyscy odzyskują nadzieję. Jednak po kilku dniach, tygodniach lub miesiącach sytuacja się powtarza.
Rodzi się wtedy pytanie: czy osoba uzależniona od początku kłamała?
Odpowiedź często jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.
Wiele osób uważa, że uzależniony celowo manipuluje rodziną. Oczywiście czasem zdarza się świadome oszukiwanie, jednak bardzo często osoba uzależniona naprawdę wierzy w to, co mówi.
W chwili składania obietnicy może odczuwać:
Problem polega na tym, że emocje pojawiające się po kryzysie nie są tym samym co gotowość do długotrwałej pracy nad uzależnieniem.
Po użyciu substancji, awanturze czy niebezpiecznej sytuacji osoba uzależniona często znajduje się w stanie silnego napięcia emocjonalnego. Wtedy decyzja o zerwaniu z nałogiem wydaje się oczywista.
Jednak wraz z upływem czasu:
To właśnie wtedy aktywują się mechanizmy uzależnienia, które przez lata były sposobem radzenia sobie z rzeczywistością.
Dlatego sama decyzja podjęta pod wpływem emocji rzadko wystarcza.
Uzależnienie nie jest wyłącznie problemem silnej woli. Długotrwałe używanie substancji wpływa na funkcjonowanie mózgu, szczególnie obszarów odpowiedzialnych za:
W praktyce oznacza to, że człowiek może szczerze chcieć przestać, a jednocześnie nie być jeszcze zdolnym do samodzielnego utrzymania abstynencji.
To właśnie dlatego tak wiele osób doświadcza nawrotów mimo szczerych deklaracji.
Jednym z najczęstszych błędów jest przekonanie, że wystarczy silna motywacja.
Osoba uzależniona często mówi:
Takie myślenie może wydawać się logiczne, ale zwykle pomija fakt, że uzależnienie jest chorobą, która rozwijała się przez miesiące lub lata.
Jeżeli problem budował się przez długi czas, trudno oczekiwać, że zniknie wyłącznie dzięki jednej decyzji.
Uzależnienie chroni samo siebie.
Jednym z jego najpotężniejszych narzędzi jest zaprzeczanie.
Osoba uzależniona może mówić sobie:
Takie myśli pozwalają uniknąć konfrontacji z rzeczywistością i odsunąć decyzję o leczeniu.
Paradoksalnie człowiek może jednocześnie obiecywać zmianę i nadal nie dostrzegać pełnej skali swojego problemu.
Różnica między chwilową deklaracją a realną gotowością do leczenia jest zwykle widoczna w działaniach.
Osoba naprawdę gotowa do zmiany:
Innymi słowy – przestaje opierać się wyłącznie na obietnicach, a zaczyna budować konkretne działania.
Dla bliskich wielokrotne słyszenie tych samych deklaracji bywa niezwykle bolesne. Z czasem pojawia się zmęczenie, złość i utrata zaufania.
Warto pamiętać, że nie trzeba wybierać między ślepą wiarą a całkowitym odrzuceniem.
Znacznie lepiej obserwować działania niż słowa.
Zamiast pytać:„Czy obiecujesz, że już nie będziesz brał?”
lepiej zapytać:„Co konkretnie zamierzasz zrobić, żeby nie wrócić do używania?”
To pytanie kieruje uwagę na rozwiązania, a nie na kolejne deklaracje.
Większość osób, które dziś żyją w trwałej abstynencji, również kiedyś wielokrotnie mówiła: „to już ostatni raz”.
Sama obietnica nie jest jeszcze leczeniem. Może jednak być pierwszym krokiem do zmiany – pod warunkiem że za słowami pójdą konkretne działania, wsparcie specjalistów i gotowość do pracy nad sobą.
W ośrodku Monar w Kęblinach pod Łodzią każdego dnia spotykamy osoby, które wielokrotnie próbowały poradzić sobie samodzielnie.
Wielu z nich dopiero terapia pozwoliła zrozumieć, że uzależnienie nie jest problemem, który można pokonać samą siłą woli.
To proces wymagający czasu, wsparcia i zaangażowania – ale możliwy do przejścia.
Pierwszym krokiem nie jest więc obietnica. Pierwszym krokiem jest decyzja, by po pomoc naprawdę sięgnąć.
A website created by
ab-media.pl