„Chcę przestać.”Rodzina słyszy te słowa i pojawia się nadzieja. Czasem ogromna. Czasem rozpaczliwa. A potem… mija kilka dni lub tygodni i wszystko wraca do punktu wyjścia.
Dlaczego tak się dzieje? Czy osoba uzależniona kłamie? Czy nie chce się leczyć? A może problem leży gdzie indziej?
W rzeczywistości chęć przestania to nie to samo, co gotowość do leczenia. I dopóki tej różnicy nie zrozumiemy, frustracja, poczucie bezsilności i kolejne nawroty będą się powtarzać.
Chęć przestania bardzo często pojawia się:
po kryzysie (konflikt, strata, zagrożenie),
po konsekwencjach zdrowotnych lub prawnych,
pod presją bliskich,
z poczucia wstydu lub winy,
z lęku przed utratą relacji.
To ważny moment. Ale to jeszcze nie jest leczenie.
Chęć bywa impulsem emocjonalnym – silnym, ale krótkotrwałym. Gdy emocje opadną, a codzienność wróci, uzależnienie znów przejmuje kontrolę.
Gotowość to coś znacznie głębszego niż deklaracja. To wewnętrzna decyzja, że:
nie poradzę sobie sam,
potrzebuję pomocy,
terapia będzie trudna, ale konieczna,
nie chcę już żyć tak jak dotąd.
Gotowość oznacza zgodę na:
konfrontację z sobą,
zmianę stylu życia,
rezygnację z iluzji kontroli,
odpowiedzialność za proces leczenia.
To nie zawsze przychodzi od razu.
Uzależnienie to nie brak silnej woli. To mechanizm obronny, który chroni przed bólem, emocjami, traumą, pustką.
Dlatego osoba uzależniona może:
szczerze chcieć przestać,
a jednocześnie panicznie bać się terapii,
obiecywać poprawę, ale unikać leczenia,
wierzyć, że „tym razem się uda” bez pomocy.
Nie dlatego, że nie chce się zmienić. Dlatego, że nie jest jeszcze gotowa zmierzyć się z tym, co jest pod spodem.
Gotowość nie pojawia się nagle. Często jest procesem:
Zaprzeczanie – „nie jest tak źle”
Ambiwalencja – „chcę przestać, ale…”
Lęk przed zmianą – „boję się, co będzie”
Akceptacja problemu – „mam uzależnienie”
Decyzja – „potrzebuję leczenia”
Każdy etap ma sens. Każdy jest częścią drogi.
Gotowość często objawia się nie słowami, ale zachowaniem:
pojawia się ciekawość terapii, a nie tylko obietnice,
osoba zaczyna zadawać pytania o leczenie,
przestaje szukać „łatwych rozwiązań”,
przyznaje się do bezradności,
zgadza się na pomoc z zewnątrz,
bierze odpowiedzialność za swoje decyzje.
To moment, który warto delikatnie wesprzeć, a nie przyspieszać na siłę.
To jedno z najtrudniejszych pytań.
Zbyt silna presja może:
wzmocnić opór,
pogłębić kłamstwa,
spowodować pozorne „leczenie dla świętego spokoju”.
Z kolei bierne czekanie często:
przedłuża cierpienie,
utrwala mechanizmy uzależnienia,
niszczy relacje.
Dlatego tak ważne są:
jasne granice,
konsekwencja,
wsparcie bez ratowania,
kontakt z profesjonalistami.
W Monarze rozumiemy, że nie każdy trafia na terapię w tym samym momencie.
Dlatego:
pracujemy z osobą uzależnioną bez ocen,
pomagamy zrozumieć mechanizmy uzależnienia,
wspieramy rodzinę w stawianiu granic,
towarzyszymy w dojrzewaniu do decyzji,
nie obiecujemy „cudów”, ale realną drogę.
Gotowość można budować, a nie wymuszać.
Jeśli słyszysz „chcę przestać”, to nie ignoruj tego. Ale też nie traktuj tego jako gwarancji zmiany.
Czasem najważniejsze, co można zrobić, to:
przestać ratować,
zacząć rozumieć,
pozwolić osobie uzależnionej dojść do własnej decyzji.
To trudne. Ale często właśnie od tego zaczyna się prawdziwe leczenie.
A website created by
ab-media.pl