To jedno z najtrudniejszych pytań, jakie zadają rodziny osób uzależnionych:
„Czy możemy zmusić go do leczenia?”
„Czy da się wysłać kogoś na terapię wbrew jego woli?”
Za tym pytaniem zwykle stoi nie złość, lecz ogromne zmęczenie, strach i poczucie bezsilności. Bliscy widzą, że sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna — a osoba uzależniona nadal mówi, że problemu nie ma.
Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie uczciwie — zarówno z perspektywy prawa, jak i psychologii leczenia uzależnień.
Najczęściej wtedy, gdy wyczerpane zostały już wszystkie inne możliwości:
rozmowy nie działają,
prośby są ignorowane,
obietnice zmiany szybko znikają,
sytuacja zaczyna zagrażać zdrowiu lub życiu.
Rodzina znajduje się wtedy w miejscu, w którym miłość miesza się z lękiem — i pojawia się naturalna potrzeba „uratowania” bliskiej osoby za wszelką cenę.
W niektórych sytuacjach — tak, ale dotyczy to głównie uzależnienia od alkoholu i odbywa się na drodze sądowej.
Procedura może zostać uruchomiona, gdy osoba uzależniona:
powoduje rozkład życia rodzinnego,
demoralizuje nieletnich,
uchyla się od obowiązków rodzinnych,
zakłóca porządek publiczny.
Wtedy gmina lub rodzina może złożyć wniosek do sądu o zobowiązanie do leczenia odwykowego.
W przypadku uzależnienia od narkotyków sytuacja prawna wygląda inaczej — leczenie najczęściej opiera się na dobrowolnej decyzji osoby uzależnionej.
Z perspektywy terapii odpowiedź nie jest prosta.
Można kogoś doprowadzić na terapię.Nie można jednak zmusić go do wewnętrznej zmiany.
Proces zdrowienia zaczyna się wtedy, gdy pojawia się choć minimalna gotowość:
ciekawość,
zmęczenie dotychczasowym życiem,
chęć ulgi,
nadzieja, że może być inaczej.
Dlatego przymus bywa początkiem drogi — ale rzadko jej fundamentem.
To nie zawsze brak rozsądku czy upór.
Uzależnienie zmienia sposób myślenia:
problem jest minimalizowany,
konsekwencje wydają się „do opanowania”,
pojawia się iluzja kontroli,
leczenie kojarzy się z utratą wszystkiego, co znane.
Dla osoby uzależnionej terapia często oznacza ogromny lęk przed nieznanym.
Choć brzmi to paradoksalnie, najskuteczniejsze są działania, które zwiększają odpowiedzialność osoby uzależnionej za własne decyzje.
Pomocne bywa:
stawianie jasnych granic,
konsekwencja zamiast gróźb,
mówienie o własnych uczuciach zamiast oskarżeń,
szukanie wsparcia także dla siebie jako rodziny.
Czasem momentem przełomowym nie jest nacisk, lecz doświadczenie realnych konsekwencji własnych wyborów.
Rodziny często biorą na siebie zbyt wiele:
spłacają długi,
tłumaczą zachowania,
chronią przed konsekwencjami.
Robią to z miłości — ale nieświadomie mogą przedłużać trwanie w uzależnieniu.
Pomoc zaczyna się tam, gdzie kończy się wyręczanie.
Są sytuacje wymagające zdecydowanych działań:
zagrożenie życia,
poważne problemy zdrowotne,
przemoc,
utrata kontroli nad zachowaniem.
W takich momentach warto skonsultować się ze specjalistami, którzy pomogą dobrać bezpieczną formę pomocy.
W ośrodkach terapii uzależnień często obserwujemy coś ważnego: osoby, które początkowo trafiają na leczenie pod presją bliskich, z czasem zaczynają podejmować własną decyzję o zmianie.
To moment przełomowy.
Bo prawdziwa zmiana nie polega na tym, że ktoś musi przestać — ale że zaczyna chcieć żyć inaczej.
Twoje zmęczenie i bezradność są zrozumiałe.Szukanie pomocy nie oznacza porażki — oznacza troskę.
Rozmowa ze specjalistą może pomóc znaleźć drogę między presją a bezsilnością i zobaczyć możliwości, których wcześniej nie było widać.
Ośrodek Monar w Kęblinach pod Łodzią wspiera zarówno osoby uzależnione, jak i ich bliskich — bo leczenie uzależnienia nigdy nie dotyczy tylko jednej osoby.
A website created by
ab-media.pl