Rozpoczęcie terapii często budzi ogromną nadzieję. U osoby uzależnionej, ale też u jej bliskich. Pojawia się ciche (a czasem bardzo głośne) oczekiwanie: „Skoro jest na terapii, to teraz wszystko powinno się poprawić”.
Tymczasem rzeczywistość zdrowienia bywa zupełnie inna. I to nie dlatego, że terapia nie działa – ale dlatego, że uzależnienie zostawia ślady, których nie da się usunąć od razu.
Terapia stacjonarna nie jest „resetem”.Nie kasuje przeszłości, nie cofa strat i nie sprawia, że trudne emocje znikają w kilka tygodni.
To, co robi terapia, to:
zatrzymuje destrukcyjny schemat,
uczy nowych sposobów radzenia sobie,
tworzy bezpieczną przestrzeń do konfrontacji z tym, co trudne.
Ale wiele rzeczy potrzebuje czasu – i to jest całkowicie normalne.
Lęk, wstyd, złość, poczucie winy czy pustka często pojawiają się dopiero po odstawieniu substancji.To nie regres – to znak, że organizm i psychika zaczynają „czuć” na nowo.
Zaufanie nie wraca automatycznie tylko dlatego, że ktoś jest w terapii.Bliscy mają prawo do:
ostrożności,
dystansu,
własnych emocji.
Terapia nie naprawia relacji „za kogoś” – uczy, jak je odbudowywać krok po kroku.
Wiele osób uzależnionych przez lata funkcjonowało w przekonaniu, że „jestem gorszy”, „nic nie potrafię”, „wszystko psuję”.
Tego nie da się zmienić jednym uświadomieniem.Budowanie poczucia wartości to proces doświadczeń, a nie jedno odkrycie.
Długi, problemy zawodowe, sprawy prawne, zerwane kontakty – terapia nie usuwa skutków uzależnienia.
Ale daje coś znacznie ważniejszego:
👉 narzędzia, żeby zmierzyć się z nimi trzeźwo i odpowiedzialnie.
Pytania:
„Czy dam radę?”
„Kim jestem bez substancji?”
„Jak będzie wyglądało moje życie?”
To naturalny element zdrowienia, nie dowód słabości.
Często najważniejsze zmiany są niewidoczne na zewnątrz:
ktoś zaczyna mówić prawdę,
uczy się brać odpowiedzialność,
przestaje uciekać,
zaczyna rozumieć swoje mechanizmy.
To fundament zdrowienia – choć bywa cichy i mało efektowny.
Zdrowienie to:
małe kroki,
nawroty myślenia, nie zawsze nawroty używania,
momenty zwątpienia,
stopniowe budowanie nowego życia.
W Monarze w Kęblinach terapia jest postrzegana właśnie w ten sposób:jako proces, który wymaga czasu, wsparcia i realnych oczekiwań.
cierpliwość (wobec siebie i innych),
akceptacja, że „trudno” nie znaczy „źle”,
wsparcie grupy,
bezpieczna struktura dnia,
praca nad codziennością, nie tylko nad problemem.
Jeśli ktoś jest w terapii i nadal:
zmaga się z emocjami,
nie wie, co dalej,
nie wygląda na „naprawionego”,
to bardzo możliwe, że… proces właśnie działa.
📍 Ośrodek Monar w Kęblinach pod Łodziąto miejsce, które nie obiecuje cudów –ale daje realne wsparcie w budowaniu trzeźwego, sensownego życia.
A website created by
ab-media.pl