Ktoś w twoim wieku ma rodzinę, mieszkanie, pracę, samochód i plany na wakacje.
Dawny kolega właśnie dostał awans. Znajoma urodziła drugie dziecko. Ktoś kupił dom. Ktoś inny prowadzi własną firmę.
A ty?
Ty jesteś na terapii i próbujesz nauczyć się przeżyć kolejny dzień bez narkotyków.
Dla wielu osób wychodzących z uzależnienia właśnie to jest jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń zdrowienia. Nie sam głód substancji. Nie rozmowy o przeszłości. Nie nawet konieczność zmierzenia się z konsekwencjami uzależnienia.
Tylko poczucie, że życie innych trwało dalej, podczas gdy moje jakby zatrzymało się na wiele lat.
I wtedy pojawia się myśl:
„Jestem daleko za wszystkimi.”
A zaraz za nią następna:
„Może już nigdy ich nie dogonię.”
To właśnie w tym miejscu porównywanie się z innymi może zacząć odbierać motywację do leczenia.
Nie ma sensu udawać, że nic się nie stało.
Uzależnienie może kosztować bardzo dużo.
Czasami oznacza utratę pracy, związku, pieniędzy, zdrowia, relacji z rodziną albo możliwości rozwoju. Ktoś przerywa szkołę. Ktoś rezygnuje ze studiów. Ktoś przez kilka lat funkcjonuje właściwie wyłącznie od jednej dawki do następnej.
Kiedy później rozpoczyna leczenie, może mieć bardzo bolesne wrażenie, że inni przez ten czas budowali swoje życie, a on je tracił.
To uczucie może być szczególnie silne w pierwszych miesiącach trzeźwości.
Nagle człowiek zaczyna widzieć rzeczy, których wcześniej nie chciał albo nie był w stanie dostrzec.
Dostrzega rachunki.
Problemy zdrowotne.
Zerwane relacje.
Brak pracy.
Nieukończoną szkołę.
Brak oszczędności.
A także ludzi, którzy kiedyś byli „na podobnym etapie”, a dzisiaj znajdują się w zupełnie innym miejscu.
To potrafi boleć.
Ale właśnie tutaj pojawia się jedno z najważniejszych pytań terapii:
czy mam patrzeć na to, ile straciłem, czy na to, co mogę jeszcze zbudować?
To zdanie terapeuci słyszą częściej, niż mogłoby się wydawać.
Czasami ktoś mówi:
„Moi znajomi mają już dzieci, a ja nie potrafię utrzymać normalnego związku”.
Ktoś inny:
„Wszyscy mają jakąś pracę i doświadczenie zawodowe, a ja praktycznie nie mam CV”.
Jeszcze ktoś:
„Rodzice nadal mi pomagają finansowo. Wstydzę się tego”.
Za tymi zdaniami najczęściej kryje się coś więcej niż zwykłe niezadowolenie.
Jest tam wstyd.
Poczucie winy.
Żal do siebie.
Zazdrość.
Strach przed przyszłością.
I ogromna potrzeba, żeby jak najszybciej udowodnić sobie i innym:
„Ja też potrafię normalnie żyć”.
Problem polega na tym, że właśnie wtedy łatwo zacząć wymagać od siebie zbyt wiele.
Po terapii człowiek może chcieć zrobić wszystko naraz.
Znaleźć świetną pracę.
Naprawić rodzinę.
Odbudować zaufanie.
Spłacić długi.
Wejść w związek.
Zrobić prawo jazdy.
Wrócić do szkoły.
Zacząć ćwiczyć.
Zarabiać dużo pieniędzy.
I najlepiej osiągnąć to wszystko w ciągu kilku miesięcy.
Bo przecież „już wystarczająco dużo czasu zmarnowałem”.
Na pierwszy rzut oka brzmi to jak motywacja.
Ale czasami jest dokładnie odwrotnie.
To może być kolejna forma ogromnej presji.
A kiedy człowiek narzuci sobie dziesięć celów naraz, bardzo szybko zaczyna doświadczać porażek. Nie dlatego, że sobie nie radzi, ale dlatego, że oczekiwania są nierealne.
I wtedy pojawia się:
„Wiedziałem, że do niczego się nie nadaję”.
„Nigdy nie będę normalny”.
„Inni potrafią, a ja nie”.
To właśnie taki sposób myślenia może stopniowo zwiększać frustrację, napięcie i ryzyko powrotu do starych sposobów radzenia sobie z emocjami.
Porównywanie się z innymi byłoby prostsze, gdybyśmy znali całe ich życie.
Ale zwykle go nie znamy.
Widzimy czyjś ślub, ale nie widzimy kryzysów w małżeństwie.
Widzimy nowy samochód, ale nie widzimy rat kredytu.
Widzimy awans, ale nie widzimy stresu, zmęczenia i nieprzespanych nocy.
Widzimy zdjęcie szczęśliwej rodziny.
Nie widzimy tego, co dzieje się pięć minut po zrobieniu zdjęcia.
Media społecznościowe dodatkowo wzmacniają ten mechanizm, ponieważ najczęściej pokazujemy innym najbardziej atrakcyjny fragment naszego życia.
Osoba wychodząca z uzależnienia może więc porównywać swoją najbardziej bolesną rzeczywistość z cudzą starannie wybraną chwilą.
To porównanie prawie zawsze będzie krzywdzące.
Każdy człowiek zaczyna z innego miejsca.
Ktoś dorastał w stabilnym domu.
Ktoś od dzieciństwa doświadczał przemocy.
Ktoś miał wsparcie finansowe.
Ktoś bardzo wcześnie musiał radzić sobie sam.
Ktoś przez lata żył z nierozpoznanymi problemami emocjonalnymi.
Ktoś inny nigdy nie zetknął się z uzależnieniem.
Porównywanie dwóch takich historii tak, jakby były tym samym biegiem na tym samym dystansie, nie ma większego sensu.
Człowiek w terapii często widzi tylko rezultat:
„On ma więcej ode mnie”.
Ale nie widzi całej drogi.
Dlatego jedno z bardziej uczciwych porównań brzmi:
nie: „gdzie jestem w porównaniu z innymi?”, ale: „gdzie jestem w porównaniu z miejscem, w którym byłem pół roku temu?”
Problem polega również na tym, że zdrowienie bardzo często nie wygląda jak sukces.
Nie ma medalu za pierwszy miesiąc bez narkotyków.
Nikt nie wręcza dyplomu za to, że zamiast uciec od trudnej rozmowy, zostałeś i powiedziałeś, co naprawdę czujesz.
Nie ma zdjęcia, które efektownie pokazywałoby:
„Dzisiaj pierwszy raz od lat poprosiłem kogoś o pomoc”.
A przecież właśnie takie rzeczy bywają ogromnymi krokami.
Postęp może oznaczać:
Z zewnątrz może to wyglądać jak niewiele.
Dla człowieka, który przez lata funkcjonował według mechanizmów uzależnienia, może być to ogromna zmiana.
Być może tak.
I terapia nie polega na udawaniu, że tych lat nie było.
Nie chodzi o pocieszanie:
„Nic się nie stało”.
Bo często stało się bardzo dużo.
Zdrowienie oznacza również przeżycie żalu po tym, co zostało utracone.
Po relacjach.
Po możliwościach.
Po czasie.
Po zdrowiu.
Po decyzjach, których nie da się cofnąć.
To trudna część terapii.
Ale żal może prowadzić w dwóch różnych kierunkach.
Może stać się zdaniem:
„Skoro straciłem tyle lat, moje życie już nie ma sensu”.
Albo:
„Straciłem część życia. Nie chcę stracić następnej”.
Te dwa zdania mogą prowadzić do zupełnie innych decyzji.
To jedna z ważniejszych rzeczy, które człowiek może zrozumieć podczas zdrowienia.
Życie nie jest wyścigiem, w którym wszyscy powinni w tym samym wieku osiągnąć te same punkty.
Nie istnieje jedna prawidłowa kolejność.
Nie każdy musi mieć mieszkanie przed trzydziestką.
Nie każdy musi być w związku.
Nie każdy musi mieć dzieci.
Nie każdy musi budować karierę w tym samym tempie.
A człowiek wychodzący z uzależnienia nie musi w ciągu roku naprawić wszystkiego, co wydarzyło się przez dziesięć lat.
Czasami najważniejszym zadaniem na dziś jest znacznie prostsze:
pozostać trzeźwym i nauczyć się żyć trochę lepiej niż wczoraj.
Reszta może przyjść później.
W terapii często trzeba zrobić coś, co początkowo wydaje się nielogiczne.
Zamiast natychmiast nadrabiać życie — zwolnić.
Najpierw nauczyć się rozumieć siebie.
Rozpoznawać emocje.
Budować relacje.
Radzić sobie z napięciem.
Przyjmować odpowiedzialność.
Wytrzymywać frustrację.
Dopiero na tym fundamencie łatwiej budować pracę, związki, rodzinę czy plany zawodowe.
Jeżeli fundament jest niestabilny, nawet bardzo efektowne zmiany mogą szybko się rozsypać.
Nikt nie może oddać człowiekowi lat przeżytych w uzależnieniu.
Nie można cofnąć wszystkich decyzji.
Nie wszystkie relacje uda się odbudować.
Nie każdą konsekwencję da się naprawić.
Ale leczenie uzależnienia nigdy nie polega na odzyskiwaniu przeszłości.
Chodzi o odzyskiwanie przyszłości.
Może dzisiaj nie jesteś w miejscu, w którym kiedyś chciałeś być.
Być może zaczynasz później niż inni.
Być może nie masz jeszcze pracy, związku, oszczędności ani pewności, czego właściwie chcesz od życia.
Ale jeżeli dzisiaj uczysz się funkcjonować bez substancji, zaczynasz budować coś, czego przez długi czas mogło nie być w twoim życiu:
stabilny fundament.
A od fundamentu właśnie zaczyna się każda trwała zmiana.
Nie musisz dogonić kolegi ze szkoły.
Nie musisz udowodnić rodzinie, że w pół roku zmieniłeś całe życie.
Nie musisz nadrabiać wszystkiego jednocześnie.
W zdrowieniu ważniejsze może być inne pytanie:
Czy dzisiejszy ja podejmuje choć trochę lepsze decyzje niż ten sprzed kilku miesięcy?
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak” — nawet jeśli zmiana jest niewielka — to już jest ruch do przodu.
Czasem bardzo duży.
Jeżeli używanie narkotyków przejęło kontrolę nad twoim życiem albo ktoś bliski nie potrafi sam przerwać tego schematu, rozpoczęcie terapii może być pierwszym krokiem do odzyskania nie tylko trzeźwości, ale również poczucia, że przyszłość nadal można budować.
W Ośrodku MONAR w Kęblinach leczenie nie polega wyłącznie na odstawieniu substancji. To również praca nad emocjami, relacjami, odpowiedzialnością i stopniowym odzyskiwaniem umiejętności potrzebnych do życia poza uzależnieniem.
Nie trzeba naprawić całego życia jednego dnia.
Czasami wystarczy zrobić pierwszy krok.
A website created by
ab-media.pl