Osoba przeżywająca kryzys emocjonalny podczas terapii uzależnienia siedzi samotnie w pokoju ośrodka
27 lipca 2026

„W terapii czuję się gorzej niż wcześniej” – dlaczego kryzys może być początkiem prawdziwej zmiany?

Decyzja o rozpoczęciu terapii uzależnienia często wiąże się z nadzieją, że od tej chwili wszystko zacznie się poprawiać. Osoba trafiająca do ośrodka przestaje przyjmować substancje, znajduje się w bezpiecznym miejscu i otrzymuje profesjonalną pomoc. Rodzina może więc oczekiwać, że szybko zobaczy spokój, wdzięczność i wyraźną zmianę.

Tymczasem niekiedy dzieje się coś zupełnie odwrotnego.
 

Pojawia się smutek, rozdrażnienie, złość, lęk, bezsenność, poczucie pustki albo zwątpienie w sens leczenia. Osoba uzależniona może mówić:

„Odkąd tu jestem, czuję się jeszcze gorzej”.

„Wcześniej przynajmniej potrafiłem o tym wszystkim nie myśleć”.

„Terapia tylko rozdrapuje stare rany”.

„Nie wiem już, kim jestem i po co mam się starać”.

Dla osoby w terapii może to być przerażające. Dla jej bliskich – trudne do zrozumienia. Skoro leczenie ma pomagać, dlaczego człowiek zaczyna cierpieć bardziej?
 

Odpowiedź nie jest prosta. Kryzys podczas terapii nie zawsze oznacza, że coś idzie źle. Czasami po raz pierwszy od wielu lat człowiek zaczyna naprawdę czuć, widzieć konsekwencje swoich decyzji i mierzyć się z problemami, które wcześniej były tłumione przez narkotyki lub alkohol.

Nie oznacza to jednak, że każde pogorszenie należy przeczekać albo uznać za konieczny etap leczenia. Kryzys trzeba zauważyć, nazwać i omówić ze specjalistą. Terapia nie powinna polegać na samotnym znoszeniu cierpienia.
 

Substancja przez lata pełniła określoną funkcję

Narkotyk lub alkohol nie jest jedynie substancją, od której organizm staje się zależny. Z czasem może zacząć pełnić wiele funkcji psychicznych.

Pomaga nie myśleć o bolesnej przeszłości. Tłumi lęk. Daje chwilowe poczucie pewności siebie. Ułatwia kontakt z ludźmi. Pozwala zasnąć. Znieczula poczucie winy. Wypełnia pustkę. Pomaga uciec od samotności, wstydu albo przekonania, że jest się bezwartościowym.

Oczywiście ulga jest krótkotrwała, a jej cena z czasem staje się coraz wyższa. Pojawiają się problemy zdrowotne, konflikty, kłamstwa, utrata zaufania, zadłużenie, przemoc, ryzykowne zachowania albo kolejne próby przerwania nałogu.
 

Mimo to substancja nadal może być przez osobę uzależnioną traktowana jak najszybszy sposób regulowania emocji.

Uzależnienie jest złożonym zaburzeniem, które wpływa nie tylko na zachowanie, lecz również na funkcjonowanie mózgu, motywację i zdolność kontrolowania impulsów. Dlatego samo postanowienie, że „od dzisiaj już nie biorę”, często nie wystarcza.

Kiedy substancja zostaje odstawiona, emocje, wspomnienia i trudności nie znikają. Człowiek zostaje z nimi bez dotychczasowego środka znieczulającego.

To właśnie wtedy może pojawić się wrażenie, że po rozpoczęciu leczenia wszystko stało się jeszcze trudniejsze.
 

Odstawienie nie rozwiązuje automatycznie problemów, które były pod uzależnieniem

Wiele osób przez lata koncentruje się na jednym celu: zdobyć substancję, przyjąć ją, przetrwać jej działanie, ukryć konsekwencje i poradzić sobie do kolejnego użycia.

Życie zostaje podporządkowane nałogowi. Inne sprawy schodzą na dalszy plan.

Po odstawieniu narkotyków lub alkoholu zaczyna być widoczne to, co wcześniej pozostawało przykryte:

  • trudności w rozpoznawaniu i wyrażaniu emocji,
  • lęk przed odrzuceniem,
  • niskie poczucie własnej wartości,
  • konflikty rodzinne,
  • nieprzeżyta żałoba,
  • doświadczenia przemocy lub zaniedbania,
  • poczucie osamotnienia,
  • problemy psychiczne,
  • brak umiejętności budowania bezpiecznych relacji,
  • wstyd związany z zachowaniami z okresu uzależnienia.
     

U części osób uzależnienie współwystępuje z depresją, zaburzeniami lękowymi, zespołem stresu pourazowego lub innymi problemami psychicznymi. Substancje mogą nasilać ich objawy, ale zdarza się również, że człowiek sięga po nie, próbując samodzielnie łagodzić cierpienie. Dlatego problemy psychiczne i uzależnienie powinny być rozpoznawane oraz leczone w sposób uwzględniający oba obszary.

Terapia nie tworzy tych problemów. Ona często sprawia, że po raz pierwszy można je zobaczyć bez działania substancji.
 

Dlaczego rozmowa o sobie może boleć?

W terapii człowiek zaczyna mówić o sprawach, których wcześniej unikał. Przygląda się swoim zachowaniom, mechanizmom obronnym, relacjom oraz konsekwencjom uzależnienia.

Może zauważyć, że przez lata obwiniał wszystkich dookoła. Może po raz pierwszy zobaczyć cierpienie swoich dzieci, partnera albo rodziców. Może zrozumieć, że część jego wspomnień była wypierana, zniekształcana lub usprawiedliwiana.

Takie odkrycia bywają bolesne.
 

Psychoterapia ma pomagać w rozpoznawaniu i zmienianiu trudnych emocji, myśli oraz zachowań. Samo przyglądanie się problemom może jednak początkowo zwiększać napięcie. Profesjonalne źródła dotyczące psychoterapii podkreślają, że niektórzy pacjenci mogą przez pewien czas czuć się gorzej, zanim zauważą poprawę. Taki stan powinien być omawiany z terapeutą, a nie ukrywany.

To trochę tak, jakby człowiek przez lata nie otwierał pomieszczenia, do którego wrzucał wszystko, z czym nie potrafił sobie poradzić. Kiedy wreszcie otwiera drzwi, najpierw widzi bałagan. Nie oznacza to, że otwarcie drzwi było błędem. Oznacza, że porządkowanie dopiero się zaczęło.
 

Kryzys obrazu samego siebie

Uzależnienie z czasem może stać się częścią tożsamości.

Człowiek przestaje myśleć o sobie jako o ojcu, matce, pracowniku, przyjacielu, partnerze czy osobie mającej zainteresowania i plany. Zaczyna widzieć siebie głównie przez pryzmat substancji, problemów i kolejnych porażek.

Po jej odstawieniu może więc pojawić się pytanie:

„Kim jestem, skoro już nie biorę?”

Nie każdy potrafi od razu odpowiedzieć.
 

Stare życie było niszczące, ale było znane. Człowiek wiedział, gdzie zdobyć substancję, z kim się spotkać i jak przetrwać kolejny dzień. Nowe życie jest zdrowsze, ale nieznane. Wymaga uczenia się codzienności od początku.

Trzeba ponownie nauczyć się rozmawiać, przepraszać, przyjmować krytykę, planować dzień, odpoczywać, radzić sobie z nudą i wykonywać obowiązki bez natychmiastowej nagrody.

To może budzić opór, lęk i złość.
 

Poczucie winy może pojawić się dopiero w trzeźwości

Podczas aktywnego uzależnienia człowiek często nie dopuszcza do siebie pełnego obrazu wyrządzonych szkód. Minimalizuje je, zaprzecza im albo szuka usprawiedliwień.

Może mówić:

„Wszyscy przesadzają”.

„Nikogo nie skrzywdziłem”.

„To moja sprawa”.

„Gdyby rodzina zachowywała się inaczej, nie musiałbym brać”.

Takie słowa bywają dla bliskich bardzo bolesne. Niekiedy są jednak elementem mechanizmów pozwalających osobie uzależnionej nadal używać substancji bez całkowitego załamania obrazu siebie.

W terapii te mechanizmy zaczynają słabnąć. Człowiek może po raz pierwszy wyraźnie zobaczyć, ile stracił i jak jego zachowanie wpłynęło na innych.

Pojawia się poczucie winy.
 

Samo poczucie winy nie musi być czymś złym. Może prowadzić do odpowiedzialności, naprawiania szkód i zmiany zachowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy zmienia się we wstyd obejmujący całą osobę:

„Zrobiłem coś złego” staje się: „Jestem zły”.

„Skrzywdziłem ludzi” zmienia się w: „Nie zasługuję na drugą szansę”.

„Mam problem” przechodzi w: „Sam jestem jednym wielkim problemem”.

Terapia pomaga oddzielić odpowiedzialność od samoniszczenia.  Człowiek nie ma zaprzeczać temu, co zrobił. Ma nauczyć się przyjmować konsekwencje bez uznawania, że jego życie nie ma już wartości.
 

Złość na terapeutów i zasady może być częścią oporu przed zmianą

W ośrodku terapeutycznym obowiązują zasady. Dzień ma swoją strukturę, uczestnicy otrzymują obowiązki, biorą udział w zajęciach, rozmawiają o swoim zachowaniu i słuchają informacji zwrotnych od innych osób.

Dla kogoś przyzwyczajonego do unikania odpowiedzialności może to być bardzo trudne.

Łatwiej wtedy pomyśleć:

„Terapeuci się na mnie uwzięli”.

„Nikt mnie tutaj nie rozumie”.

„Te zasady są bez sensu”.

„Ja nie jestem taki jak pozostali”.

„Poradzę sobie sam”.
 

Nie każda krytyka terapii jest mechanizmem obronnym. Osoba leczona ma prawo zadawać pytania, zgłaszać wątpliwości, mówić o swoich granicach i informować, gdy czuje się źle traktowana.

Jednocześnie warto zauważyć, że złość może pojawiać się właśnie wtedy, gdy terapia dotyka ważnego problemu. Konfrontacja z własnym zachowaniem bywa odbierana jak atak, szczególnie jeśli człowiek przez lata chronił się przed wstydem poprzez zaprzeczanie, obwinianie innych albo ucieczkę.
 

Nie każde pogorszenie jest dobrym znakiem

Stwierdzenie, że „w terapii czasem trzeba poczuć się gorzej, aby później poczuć się lepiej”, nie może usprawiedliwiać wszystkiego.

Cierpienie samo w sobie nie leczy. Nie jest również celem terapii.

Niepokój powinno wzbudzać między innymi:

  • systematyczne i głębokie pogarszanie się stanu psychicznego,
  • narastające poczucie beznadziei,
  • myśli o samookaleczeniu albo odebraniu sobie życia,
  • silne objawy psychotyczne, takie jak omamy lub urojenia,
  • utrata kontaktu z rzeczywistością,
  • gwałtowne pobudzenie albo niemożność funkcjonowania,
  • poczucie upokorzenia, zastraszenia lub przemocy podczas terapii,
  • brak możliwości bezpiecznego zgłaszania problemów,
  • ignorowanie poważnych objawów przez personel,
  • nagłe pogorszenie zdrowia fizycznego.
     

Takich sygnałów nie należy traktować jako „zwykłego oporu” ani próby uniknięcia terapii. Wymagają one szybkiej rozmowy ze specjalistą, oceny stanu pacjenta, a czasami konsultacji psychiatrycznej lub medycznej.

W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy zadzwonić pod numer 112 albo zgłosić się do najbliższej izby przyjęć. Osoba w nagłym kryzysie psychicznym może również zgłosić się do szpitala psychiatrycznego bez skierowania; decyzję o przyjęciu podejmuje lekarz po badaniu.

Dostępne są również całodobowe, bezpłatne formy pomocy:

  • 800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym,
  • 116 123 – telefon wsparcia emocjonalnego dla osób dorosłych,
  • 116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży,
  • 112 – numer alarmowy w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia.
     

Jak odróżnić konstruktywny kryzys od niebezpiecznego pogorszenia?

Konstruktywny kryzys nie musi być łagodny. Może wiązać się ze smutkiem, płaczem, napięciem, złością i zwątpieniem. Jednocześnie człowiek nadal pozostaje w relacji z terapeutą, potrafi mówić o tym, co przeżywa, i stopniowo zaczyna lepiej rozumieć źródło swoich emocji.

W takim kryzysie, mimo trudności, może pojawiać się ruch:

„Zaczynam rozumieć, dlaczego uciekałem w narkotyki”.

„Widzę, co robiłem swojej rodzinie”.

„Nie umiem jeszcze żyć inaczej, ale chcę się tego nauczyć”.

„Boję się, ale pierwszy raz mówię o tym otwarcie”.

„Jest mi trudno, jednak nie chcę już wracać do starego życia”.

Niebezpieczne pogorszenie częściej prowadzi natomiast do narastającej dezorganizacji, całkowitego odcięcia od innych, utraty nadziei, zachowań zagrażających życiu lub przekonania, że nie ma żadnego wyjścia.

Granica nie zawsze jest oczywista. Dlatego osoba uczestnicząca w terapii nie musi sama rozstrzygać, czy jej stan jest „normalny”. Powinna powiedzieć o nim terapeucie, lekarzowi albo innej zaufanej osobie z zespołu.
 

Co może zrobić osoba, która w terapii czuje się gorzej?

Najważniejsze jest, aby nie udawać, że wszystko jest w porządku.

Warto powiedzieć wprost:

„Od kilku dni czuję, że mój stan się pogarsza”.

„Po rozmowach o przeszłości nie potrafię się uspokoić”.

„Mam wrażenie, że terapia mnie przerasta”.

„Boję się, że przerwę leczenie albo wrócę do brania”.

„Potrzebuję pomocy w zrozumieniu tego, co się ze mną dzieje”.

Takie zdania nie świadczą o słabości. Są przejawem odpowiedzialności.

Osoba w kryzysie może wspólnie z terapeutą zastanowić się:

  • co dokładnie wywołało pogorszenie,
  • jakie myśli pojawiają się najczęściej,
  • co dzieje się w ciele,
  • czy występuje głód substancji,
  • jakie sytuacje zwiększają napięcie,
  • co pomaga choć trochę odzyskać równowagę,
  • czy potrzebna jest konsultacja psychiatryczna,
  • kto może udzielić wsparcia poza zajęciami terapeutycznymi.
     

Ważne jest także zachowanie podstawowego rytmu dnia: regularnych posiłków, odpoczynku, aktywności fizycznej dostosowanej do możliwości, udziału w zajęciach i kontaktu z ludźmi. Takie działania nie rozwiązują głębokich problemów, ale pomagają zmniejszyć chaos i odzyskać poczucie stabilności.
 

Dlaczego społeczność terapeutyczna jest ważna w kryzysie?

W ośrodku człowiek nie zdrowieje wyłącznie podczas indywidualnych rozmów ze specjalistą. Dużą rolę odgrywa codzienny kontakt z innymi osobami, które również mierzą się z uzależnieniem.

Ktoś może zobaczyć w historii drugiej osoby własne mechanizmy. Może po raz pierwszy usłyszeć, że nie tylko on odczuwa pustkę, wstyd, złość albo lęk przed przyszłością.
 

Grupa nie usuwa cierpienia. Może jednak sprawić, że człowiek nie musi przeżywać go samotnie.

Wsparcie osób z własnym doświadczeniem zdrowienia opiera się na wzajemnym zrozumieniu, szacunku i poczuciu, że zmiana jest możliwa. Może pomagać w utrzymaniu zaangażowania w proces zdrowienia i przenoszeniu umiejętności terapeutycznych do codziennego życia.

W społeczności terapeutycznej uczestnik nie tylko otrzymuje pomoc. Z czasem sam może stać się wsparciem dla kogoś, kto dopiero rozpoczyna leczenie. To pomaga odbudować poczucie wartości i przekonanie, że ma się coś ważnego do zaoferowania.
 

Jak powinna reagować rodzina?

Bliscy często wpadają w jedną z dwóch skrajności.

Pierwsza polega na bagatelizowaniu:

„Nie przesadzaj, przecież jesteś w dobrym miejscu”.

„Wszyscy mają problemy”.

„Masz się wziąć w garść i dokończyć terapię”.

Druga to natychmiastowa próba ratowania:

„Skoro tak źle się czujesz, zabierzemy cię do domu”.

„Nie musisz tam zostawać”.

„Przyjedziemy i wszystko załatwimy”.
 

Żadna z tych reakcji nie zawsze jest pomocna.

Rodzina nie powinna ignorować cierpienia, ale nie powinna także podejmować gwałtownych decyzji wyłącznie pod wpływem emocjonalnej rozmowy telefonicznej.

Można powiedzieć:

„Słyszę, że bardzo cierpisz. Czy powiedziałeś o tym terapeucie?”

„Nie chcę bagatelizować tego, co czujesz. Porozmawiaj proszę z kimś z zespołu”.

„Jesteśmy przy tobie, ale nie podejmiemy decyzji o przerwaniu terapii bez rozmowy ze specjalistą”.

„To, że jest ci trudno, nie znaczy, że sobie nie poradzisz. Nie musisz jednak radzić sobie sam”.

Rolą rodziny nie jest prowadzenie terapii na odległość. Jej zadaniem jest wspierać kontakt ze specjalistami, zachęcać do szczerości i nie wzmacniać decyzji podejmowanych pod wpływem chwilowego kryzysu.
 

Prawdziwa poprawa nie zawsze wygląda jak dobre samopoczucie

Rodzina może oceniać efekty leczenia na podstawie nastroju osoby uzależnionej. Tymczasem człowiek, który jest spokojny i uśmiechnięty, nie zawsze rzeczywiście dokonuje zmiany. Może unikać trudnych tematów, dostosowywać się powierzchownie albo mówić to, czego oczekują inni.

Z kolei osoba smutna lub przeżywająca kryzys może wykonywać ogromną pracę wewnętrzną.
 

O postępie mogą świadczyć także mniej oczywiste zmiany:

  • większa szczerość,
  • przyjmowanie odpowiedzialności,
  • proszenie o pomoc,
  • nazywanie emocji,
  • pozostawanie w terapii mimo chęci ucieczki,
  • przyjmowanie informacji zwrotnej bez natychmiastowego ataku,
  • dostrzeganie potrzeb innych ludzi,
  • rezygnacja z manipulacji,
  • odbudowywanie codziennych obowiązków,
  • uczenie się przeżywania napięcia bez substancji.
     

Zdrowienie nie jest pojedynczym momentem ani prostym przejściem od choroby do dobrego samopoczucia. Jest procesem zmiany obejmującym zdrowie, samodzielność, relacje, codzienne funkcjonowanie i budowanie życia, które ma znaczenie.
 

Kryzys nie jest porażką

Kryzys podczas terapii może oznaczać, że dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają działać, a nowe nie są jeszcze wystarczająco silne.

To niewygodne i bolesne miejsce pomiędzy starym a nowym życiem.

Człowiek nie chce już wracać do uzależnienia, ale nie potrafi jeszcze funkcjonować bez niego. Nie wierzy już we wszystkie dawne usprawiedliwienia, lecz nie wie jeszcze, jak przyjąć odpowiedzialność bez niszczącego wstydu. Zaczyna widzieć prawdę, ale nie ma jeszcze siły, żeby spokojnie ją unieść.

Właśnie dlatego potrzebna jest terapia.
 

Nie po to, aby nigdy więcej nie czuć lęku, smutku czy złości. Po to, aby nauczyć się przeżywać te emocje bez uciekania w substancję, kłamstwo, agresję albo izolację.

Prawdziwa zmiana nie zawsze zaczyna się od ulgi. Czasami zaczyna się od momentu, w którym człowiek po raz pierwszy przestaje uciekać od tego, co naprawdę czuje.
 

Leczenie uzależnienia w Ośrodku MONAR w Kęblinach

Kiedy osoba uzależniona mówi: „W terapii czuję się gorzej niż wcześniej”, nie musi to oznaczać, że powinna zrezygnować. Może to być sygnał, że dotarła do problemów, przed którymi przez lata chroniła ją substancja.

Nie powinna jednak pozostawać z tym doświadczeniem sama.
 

W Ośrodku MONAR w Kęblinach proces zdrowienia odbywa się przy wsparciu specjalistów oraz społeczności terapeutycznej. Leczenie nie polega wyłącznie na zaprzestaniu przyjmowania narkotyków. Pomaga stopniowo rozpoznawać własne emocje, mechanizmy uzależnienia, trudności w relacjach i sytuacje zwiększające ryzyko nawrotu.

Kryzys może stać się początkiem zmiany, gdy zostanie zauważony, bezpiecznie przepracowany i wykorzystany do lepszego zrozumienia siebie.

Najważniejszy krok nie zawsze brzmi: „Już czuję się dobrze”.

Czasami brzmi:

„Jest mi bardzo trudno, ale tym razem nie będę uciekać. Poproszę o pomoc”.

 

A website created by 
ab-media.pl