Można odstawić narkotyki, rozpocząć terapię, odbudowywać relacje i stopniowo odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem, a mimo to wciąż nosić w sobie przekonanie, że na nic dobrego już się nie zasługuje. Dla części osób wychodzących z uzależnienia jedną z najtrudniejszych przeszkód nie jest wyłącznie głód substancji, lecz sposób, w jaki zaczęły postrzegać samych siebie.
Skąd bierze się przekonanie, że własna przeszłość przekreśla przyszłość?
Jak wpływa na zdrowienie i co może pomóc człowiekowi odzyskać poczucie własnej wartości?
Wyobraźmy sobie człowieka, który po wielu latach uzależnienia rozpoczyna leczenie. Po raz pierwszy od dawna regularnie wstaje rano, uczestniczy w terapii, podejmuje obowiązki i zaczyna dostrzegać, że życie bez narkotyków jest możliwe.
Terapeuta zauważa jego postępy. Bliscy ostrożnie zaczynają okazywać nadzieję. Pojawiają się pierwsze plany dotyczące przyszłości.
A jednak w jego głowie nieustannie powraca jedna myśl:
„Nie ma znaczenia, ile teraz zrobię. I tak pozostanę człowiekiem, który wszystko zniszczył”.
Gdy ktoś proponuje mu pomoc, odmawia. Gdy słyszy pochwałę, umniejsza własne osiągnięcia. Gdy pojawia się szansa na odbudowanie relacji albo rozpoczęcie pracy, wycofuje się, zanim jeszcze spróbuje.
Z zewnątrz może to wyglądać na brak motywacji, niechęć do zmiany albo lekceważenie otrzymanej szansy.
W rzeczywistości za podobnymi zachowaniami może kryć się znacznie bardziej skomplikowany mechanizm psychologiczny: głęboko utrwalone przekonanie o własnej bezwartościowości i niezasługiwaniu na dobre życie.
Nie jest ono obecne u każdej osoby z doświadczeniem uzależnienia. Kiedy jednak się pojawia, może znacząco utrudniać korzystanie z pomocy, budowanie relacji i podejmowanie kolejnych kroków w procesie zdrowienia.
Jednym z kluczowych zagadnień w psychologii uzależnień jest rozróżnienie między poczuciem winy a wstydem.
Choć emocje te często występują razem, mogą prowadzić do zupełnie innych reakcji.
Poczucie winy dotyczy przede wszystkim konkretnego zachowania.
Człowiek może myśleć:
„Skrzywdziłem rodzinę. Zawiodłem ludzi, którzy mi ufali. Chciałbym naprawić to, co jeszcze można naprawić”.
Takie poczucie winy, jeśli nie staje się przytłaczające, może sprzyjać refleksji, przyjęciu odpowiedzialności i próbom zadośćuczynienia.
Wstyd często obejmuje znacznie szerszą ocenę samego siebie.
„Nie tylko zrobiłem coś złego. Ja po prostu jestem zły. Jestem kimś gorszym. Niczego dobrego nie można się po mnie spodziewać”.
W tym drugim przypadku człowiek nie ocenia już wyłącznie swoich wcześniejszych decyzji. Zaczyna postrzegać całego siebie przez pryzmat uzależnienia.
To istotna różnica.
Jeżeli ktoś uważa, że popełnił błędy, może próbować je naprawiać. Jeżeli jest przekonany, że sam w sobie stanowi nieodwracalny błąd, może przestać dostrzegać sens podejmowania jakiegokolwiek wysiłku.
W pracy terapeutycznej ważne jest więc oddzielanie odpowiedzialności za własne zachowania od całościowej oceny wartości człowieka.
Przyjęcie odpowiedzialności nie wymaga uznania siebie za osobę bezwartościową.
Niska samoocena nie zawsze jest następstwem uzależnienia. U niektórych osób trudności z poczuciem własnej wartości pojawiały się znacznie wcześniej i mogły współwystępować z czynnikami zwiększającymi podatność na rozwój problemu.
Jednak wieloletnie uzależnienie może dodatkowo pogłębiać negatywny obraz siebie.
Dzieje się tak z kilku powodów.
Osoba uzależniona może wielokrotnie obiecywać sobie, że przestanie przyjmować substancje, ograniczy ich używanie albo zmieni swoje życie.
Gdy kolejne próby kończą się niepowodzeniem, może zacząć interpretować je nie jako przejaw zaburzenia wymagającego leczenia, lecz jako dowód własnej słabości.
Pojawiają się myśli:
„Skoro tyle razy próbowałem i nie potrafiłem przestać, to widocznie niczego nie jestem w stanie zrobić dobrze”.
W ten sposób niepowodzenia związane z uzależnieniem zaczynają wpływać na ocenę własnych możliwości również w innych dziedzinach życia.
Uzależnienie może prowadzić do poważnych strat: konfliktów rodzinnych, problemów finansowych, utraty pracy, zaniedbania obowiązków czy zerwania ważnych relacji.
Niektórych konsekwencji nie da się szybko odwrócić. Część może pozostać na długo.
Jeżeli człowiek zaczyna utożsamiać własną wartość wyłącznie z bilansem tych strat, coraz trudniej jest mu dostrzec możliwość zmiany.
Osoby z doświadczeniem uzależnienia mogą spotykać się z ocenianiem, odrzuceniem i etykietowaniem.
Sformułowania takie jak „z niego już nic nie będzie” albo „narkoman zawsze pozostanie narkomanem” mogą być szczególnie dotkliwe dla kogoś, kto i tak ma trudności z zaakceptowaniem własnej przeszłości.
Nie oznacza to, że każda negatywna reakcja otoczenia automatycznie prowadzi do utrwalenia wstydu. Jednak długotrwałe doświadczanie stygmatyzacji może sprzyjać temu, że człowiek zaczyna przyjmować krzywdzące przekonania jako prawdę o sobie.
W psychologii zjawisko to nazywane jest autostygmatyzacją, czyli stygmatyzacją uwewnętrznioną.
Polega ona na przyjmowaniu negatywnych stereotypów dotyczących określonej grupy i odnoszeniu ich do samego siebie.
Osoba z doświadczeniem uzależnienia może przestać myśleć: „Ludzie czasem uważają osoby uzależnione za nieodpowiedzialne”, a zacząć: „Jestem nieodpowiedzialny i zawsze taki będę”.
To nie tylko problem przykrych myśli.
Przegląd badań opublikowany w 2024 roku w Journal of Substance Use and Addiction Treatment wskazuje, że uwewnętrzniona stygmatyzacja może utrudniać angażowanie się w leczenie i korzystanie z pomocy. Autorzy ocenili również interwencje służące ograniczaniu tego zjawiska, wskazując na obiecujące, choć nadal wymagające dalszych badań, rozwiązania terapeutyczne.
W praktyce autostygmatyzacja może przejawiać się przekonaniami:
„Nie warto we mnie inwestować czasu”.
„Nawet jeśli się zmienię, ludzie i tak będą widzieć tylko moją przeszłość”.
„Inni mają prawo do szczęścia. Ja swoją szansę zmarnowałem”.
„Lepiej nie próbować, bo kolejne niepowodzenie tylko potwierdzi, kim jestem”.
Problem polega na tym, że takie przekonania mogą wpływać na konkretne decyzje.
Człowiek może zrezygnować z terapii, nie zgłosić się na rozmowę o pracę, unikać nawiązywania relacji albo odrzucić wsparcie, mimo że obiektywnie mógłby z niego skorzystać.
W ten sposób negatywny obraz siebie może zacząć ograniczać możliwości zmiany.
Jednym z trudniejszych do zrozumienia zachowań jest odrzucanie pomocy przez osobę, która deklaruje, że chce poprawić swoje życie.
Wyobraźmy sobie sytuację.
Ktoś po terapii otrzymuje propozycję pracy. Jest to zajęcie odpowiadające jego możliwościom, a pracodawca chce dać mu szansę.
Początkowo pojawia się radość. Jednak po kilku dniach człowiek rezygnuje.
Mówi, że praca i tak mu nie odpowiada albo że nie ma sensu próbować.
Za taką decyzją może stać wiele przyczyn: lęk przed obowiązkami, brak gotowości, trudności zdrowotne, przeciążenie czy realne problemy organizacyjne.
Czasami jednak przyczyną jest również myśl:
„A co, jeśli znowu zawiodę? Lepiej wycofać się teraz, zanim ktoś przekona się, że nie można na mnie polegać”.
Z perspektywy psychologicznej może to być forma unikania sytuacji wywołującej silny lęk przed porażką, odrzuceniem lub oceną.
Rezygnacja przynosi chwilową ulgę, ponieważ znika konieczność zmierzenia się z trudnym wyzwaniem.
Jednocześnie człowiek traci możliwość zdobycia nowego doświadczenia, które mogłoby osłabić jego negatywne przekonania.
Powstaje błędne koło:
Niska wiara w siebie → lęk przed niepowodzeniem → unikanie działania → brak nowych doświadczeń → dalsze osłabienie wiary w siebie.
Przerwanie tego mechanizmu bywa ważnym elementem procesu terapeutycznego.
Niektórzy ludzie po doświadczeniach uzależnienia zaczynają ograniczać kontakty z innymi.
Nie zawsze dlatego, że nie potrzebują bliskości.
Czasami wręcz przeciwnie: pragną relacji, ale obawiają się, że ponownie kogoś zawiodą.
Mogą myśleć:
„Moja rodzina tyle przeze mnie przeszła, że lepiej będzie, jeśli zostawię ją w spokoju”.
„Nie powinienem wiązać się z nikim, bo nie jestem odpowiednim człowiekiem do związku”.
„Nie zasługuję na przyjaźń ludzi, którzy mają poukładane życie”.
W takich sytuacjach warto odróżnić dwie rzeczy.
Pierwszą jest uszanowanie granic innych osób. Bliscy mają prawo potrzebować dystansu, czasu i bezpieczeństwa. Przebaczenie czy ponowne zaufanie nie są obowiązkiem.
Drugą jest przekonanie, że z powodu własnej przeszłości człowiek powinien już na zawsze zrezygnować z budowania wartościowych relacji.
Te dwa podejścia nie są tym samym.
Zdrowienie nie daje prawa do wymuszania bliskości, ale też nie wymaga dożywotniej samotności.
Ważnym celem może być nauczenie się budowania relacji opartych na szczerości, odpowiedzialności, wzajemnym szacunku i realistycznych oczekiwaniach.
Negatywny obraz samego siebie nie oznacza automatycznie, że dojdzie do powrotu do używania substancji.
Nawrót jest zjawiskiem wieloczynnikowym. Znaczenie mogą mieć m.in. głód substancji, kontakt z dawnym środowiskiem, stres, stan psychiczny, współwystępujące zaburzenia, dostęp do wsparcia i przebieg leczenia.
Jednak głęboki wstyd, poczucie beznadziejności i autostygmatyzacja mogą stanowić dodatkowe obciążenie.
Jeśli człowiek jest przekonany, że i tak nigdy nie będzie w stanie dobrze żyć, może tracić motywację do korzystania z pomocy.
Szczególnie niebezpieczne może być myślenie:
„Skoro już raz zawiodłem, wszystko stracone”.
Przykładowo osoba, u której doszło do ponownego użycia substancji, może uznać to za całkowite przekreślenie wcześniejszych osiągnięć.
Zamiast poinformować terapeutę i szybko podjąć działania ograniczające dalsze szkody, może ukrywać zdarzenie, izolować się albo zrezygnować z dalszego leczenia.
Dlatego tak ważne jest, aby podczas terapii rozwijać umiejętność realistycznego oceniania trudności.
Niepowodzenie wymaga reakcji, analizy i odpowiedzialności. Nie musi jednak oznaczać, że cały wcześniejszy wysiłek był bezwartościowy.
Odbudowanie poczucia własnej wartości nie polega wyłącznie na powtarzaniu pozytywnych zdań o sobie.
Dla człowieka, który przez wiele lat doświadczał niepowodzeń, zapewnienie „jesteś wartościowy” może być trudne do przyjęcia, jeżeli nie towarzyszy mu realna zmiana w codziennym życiu.
Proces terapeutyczny może więc obejmować kilka wzajemnie uzupełniających się obszarów.
W podejściu poznawczo-behawioralnym pracuje się m.in. nad identyfikowaniem automatycznych myśli i głębszych przekonań, które wpływają na emocje i zachowania.
Przykładem może być przekonanie:
„Jeśli popełnię błąd, oznacza to, że jestem bezwartościowy”.
W terapii można analizować, skąd bierze się taka ocena, jakie dowody ją podtrzymują i czy istnieją bardziej realistyczne sposoby rozumienia własnych doświadczeń.
Nie chodzi o zaprzeczanie przeszłości, ale o rezygnację z nadmiernych, krzywdzących uogólnień.
Osoba wychodząca z uzależnienia może potrzebować zmierzenia się z konsekwencjami wcześniejszych decyzji.
Może to oznaczać uznanie wyrządzonych szkód, uporządkowanie zobowiązań, szczere rozmowy lub naprawianie tego, co nadal można naprawić.
Jednak odpowiedzialność nie musi przyjmować formy nieustannego karania siebie.
Celem jest rozwijanie postawy:
„Nie mogę zmienić wszystkiego, co zrobiłem, ale mogę odpowiadać za swoje obecne i przyszłe decyzje”.
Poczucie własnej wartości może stopniowo wzrastać dzięki doświadczeniu, że podejmowane działania przynoszą realne efekty.
Nie muszą to być wielkie sukcesy.
Dla jednej osoby będzie to regularne uczestniczenie w zajęciach. Dla innej wykonanie powierzonego zadania, dotrzymanie ustalenia albo podjęcie trudnej, ale uczciwej rozmowy.
Z czasem takie doświadczenia mogą wzmacniać poczucie sprawczości, czyli przekonanie, że własne działania mają znaczenie.
W niektórych podejściach terapeutycznych wykorzystuje się również elementy pracy nad samowspółczuciem i akceptacją.
Nie oznacza to usprawiedliwiania krzywdzących zachowań.
Chodzi o rozwijanie umiejętności traktowania siebie z taką samą podstawową godnością, z jaką powinno się traktować innych ludzi doświadczających cierpienia i trudności.
Można bowiem jednocześnie uznawać własne błędy, ponosić ich konsekwencje i nie odbierać sobie prawa do leczenia oraz zmiany.
W terapii stacjonarnej znaczenie mogą mieć nie tylko formalne spotkania terapeutyczne, ale również codzienna struktura życia.
Regularność, współpraca, wykonywanie obowiązków i uczestniczenie w życiu społeczności stwarzają okazje do rozwijania umiejętności, które wcześniej mogły zostać osłabione.
Człowiek może stopniowo uczyć się, że:
jest w stanie dotrzymać ustaleń;
inni mogą na nim polegać;
potrafi poradzić sobie z konfliktem bez sięgania po substancję;
jego praca ma znaczenie dla pozostałych osób;
może popełnić błąd, przyznać się do niego i spróbować go naprawić.
Szczególnie cenne może być doświadczenie odpowiedzialności za niewielkie, konkretne zadania.
Osoba, która od dawna uważała się za kogoś nieprzydatnego, może stopniowo zauważać, że jej obecność i działania mają pozytywny wpływ na otoczenie.
Takie doświadczenia nie zastępują profesjonalnej psychoterapii, ale mogą wspierać jej cele.
W podejściu do zdrowienia opisywanym przez amerykańską organizację SAMHSA podkreśla się cztery ważne wymiary: zdrowie, bezpieczne miejsce do życia, poczucie celu oraz więzi społeczne. Oznacza to, że powrót do zdrowia obejmuje znacznie więcej niż samo zaprzestanie używania substancji.
Rodzina często znajduje się w trudnej sytuacji.
Z jednej strony chce wspierać osobę podejmującą leczenie. Z drugiej może nadal odczuwać złość, nieufność, rozczarowanie i lęk przed kolejnym kryzysem.
Nie trzeba udawać, że tych uczuć nie ma.
Pomocne może być natomiast rozdzielanie oceny konkretnych zachowań od oceny całej osoby.
Zamiast mówić:
„Ty zawsze wszystko niszczysz i nigdy się nie zmienisz”,
można powiedzieć:
„To, co się wydarzyło, bardzo mnie zraniło. Nadal potrzebuję czasu, ale widzę, że podejmujesz konkretne działania, żeby coś zmienić”.
Zamiast:
„Przestań się nad sobą użalać, inni mają gorzej”,
lepiej:
„Widzę, że trudno ci uwierzyć w siebie. Nie musisz udowadniać wszystkiego od razu. Ważne, żebyś nadal korzystał z pomocy i robił kolejne kroki”.
Warto również zauważać rzeczywiste postępy, bez przesadnych pochwał i bez obietnic, których nie można dotrzymać.
Jednocześnie wspieranie nie oznacza przejmowania odpowiedzialności za cudze leczenie, spłacania wszystkich zobowiązań czy rezygnowania z własnych granic.
Można dostrzegać w człowieku potencjał do zmiany, nie zapominając o konieczności odbudowania bezpieczeństwa i zaufania.
Osoba zmagająca się z przekonaniem, że nie zasługuje na dobre życie, nie musi od razu zaczynać od wielkich postanowień.
Czasem bardziej pomocne są niewielkie działania wykonywane systematycznie.
Pierwszy krok: naucz się odróżniać fakt od oceny.
Zdanie „straciłem pracę z powodu używania substancji” opisuje konkretne wydarzenie. Zdanie „jestem człowiekiem, który do niczego się nie nadaje” jest całościowym osądem, którego nie należy automatycznie traktować jako faktu.
Drugi krok: zauważaj wykonywane działania, nie tylko końcowe rezultaty.
Uczestniczenie w terapii, szczera rozmowa, wykonanie obowiązku czy poproszenie o wsparcie mogą być ważnymi etapami zmiany, nawet jeśli życie nadal pozostaje trudne.
Trzeci krok: rozmawiaj o przekonaniach, które wywołują wstyd.
Myśli o własnej bezwartościowości warto omawiać z terapeutą lub innym odpowiednio przygotowanym specjalistą. Ukrywanie ich może utrudniać rozpoznanie problemów, z którymi człowiek rzeczywiście się zmaga.
Czwarty krok: przyjmuj pomoc bez traktowania jej jako dowodu słabości.
Korzystanie z leczenia, wsparcia społecznego lub pomocy bliskich nie oznacza, że człowiek jest mniej wartościowy albo niezdolny do samodzielności.
Piąty krok: buduj przyszłość na obecnych decyzjach.
Przeszłość ma znaczenie i może wiązać się z konsekwencjami. Nie jest jednak jedynym czynnikiem, który określa możliwości dalszego życia.
Te działania nie zastępują indywidualnej terapii. Mogą natomiast stanowić punkt wyjścia do pracy nad sposobem myślenia o sobie.
Nie każde silne poczucie winy, wstydu czy beznadziejności można wyjaśnić wyłącznie doświadczeniem uzależnienia.
U niektórych osób mogą współwystępować depresja, zaburzenia lękowe, konsekwencje wcześniejszych traum lub inne problemy zdrowia psychicznego.
Dlatego szczególnie ważne jest, aby nie bagatelizować sytuacji, w której człowiek przez dłuższy czas:
niemal nieustannie postrzega siebie jako bezwartościowego;
traci zainteresowanie rzeczami, które wcześniej miały dla niego znaczenie;
wycofuje się z kontaktów społecznych;
ma poważne problemy ze snem, energią i codziennym funkcjonowaniem;
uważa, że jego przyszłość nie ma żadnego sensu.
Takie objawy wymagają indywidualnej oceny specjalisty. Nie powinny być automatycznie uznawane za zwykły etap terapii.
Szczególnie pilnej reakcji wymagają wypowiedzi wskazujące na myśli samobójcze lub zamiar zrobienia sobie krzywdy. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia należy wezwać pomoc pod numerem 112.
Dostrzeżenie dodatkowych problemów psychicznych nie oznacza niepowodzenia terapii uzależnienia. Może być ważnym krokiem do dopasowania dalszego leczenia do rzeczywistych potrzeb danej osoby.
Warto wyjaśnić jeszcze jedną rzecz.
Czasami hasło „każdy zasługuje na drugą szansę” bywa rozumiane tak, jakby rozpoczęcie leczenia automatycznie anulowało wcześniejsze krzywdy.
Tak nie jest.
Człowiek może podjąć terapię, a mimo to nadal ponosić konsekwencje swoich wcześniejszych decyzji.
Bliscy mogą potrzebować czasu. Niektóre relacje mogą nie zostać odbudowane. Nie wszystkie straty uda się naprawić.
Proces zdrowienia nie polega na domaganiu się, żeby inni natychmiast zapomnieli o przeszłości.
Polega między innymi na tym, aby nauczyć się z nią żyć, przyjmować odpowiedzialność i podejmować coraz zdrowsze decyzje.
Druga szansa nie musi oznaczać powrotu do życia, które istniało wcześniej.
Czasami oznacza stworzenie zupełnie nowego życia — opartego na innych wartościach, relacjach i sposobach radzenia sobie z trudnościami.
W procesie wychodzenia z uzależnienia ważna jest stopniowa zmiana sposobu, w jaki człowiek opowiada samemu sobie historię własnego życia.
Przez długi czas ta historia może koncentrować się wyłącznie na stratach, błędach i rozczarowaniach.
„Zniszczyłem wszystko”.
„Zawiodłem wszystkich”.
„Jestem człowiekiem, któremu nie można ufać”.
Tych doświadczeń nie trzeba negować. Nie muszą jednak stanowić całej opowieści.
Z czasem mogą pojawić się w niej również nowe fakty:
„Zdecydowałem się szukać pomocy”.
„Uczę się brać odpowiedzialność za swoje życie”.
„Mimo trudności nadal pracuję nad zmianą”.
„Nie potrafię naprawić wszystkiego, ale mogę zacząć postępować inaczej”.
To nie jest sztuczne pozytywne myślenie.
To próba spojrzenia na własną historię w sposób bardziej kompletny i zgodny z rzeczywistością.
Współczesne podejścia do zdrowienia podkreślają znaczenie nadziei, podmiotowości, godności i indywidualnej drogi do poprawy funkcjonowania. Człowiek nie jest w nich postrzegany wyłącznie przez pryzmat diagnozy czy wcześniejszych trudności.
W leczeniu uzależnień dużo uwagi poświęca się abstynencji, zapobieganiu nawrotom, rozpoznawaniu wyzwalaczy i rozwijaniu umiejętności radzenia sobie z głodem substancji.
Są to niezwykle ważne elementy terapii.
Jednak trwałe zdrowienie wiąże się również z odbudową różnych obszarów funkcjonowania: relacji, odpowiedzialności, poczucia sprawczości i możliwości samodzielnego podejmowania decyzji.
Dla osoby, która przez wiele lat uważała się za kogoś przegranego, przyjęcie myśli, że może jeszcze stworzyć wartościowe życie, bywa bardzo trudne.
Nie musi ona od razu uwierzyć we własne możliwości.
Czasami wystarczy, że przez pewien czas będzie gotowa działać mimo wątpliwości, korzystać ze wsparcia i sprawdzać, czy jej negatywne przekonania rzeczywiście opisują całą prawdę.
Z czasem nowe doświadczenia mogą stopniowo zmieniać utrwalony obraz samego siebie.
Człowiek nie musi najpierw poczuć się wartościowy, żeby zacząć podejmować wartościowe działania. Niekiedy właśnie dzięki tym działaniom uczy się ponownie dostrzegać własną wartość.
Uzależnienie może odebrać człowiekowi wiele: zdrowie, stabilność, zaufanie bliskich, poczucie bezpieczeństwa i lata życia, których nie da się odzyskać.
Nie musi jednak odbierać mu możliwości dalszego rozwoju.
Nikt nie może zagwarantować, że zdrowienie będzie łatwe. Nie każdą relację uda się odbudować i nie wszystkie konsekwencje przeszłości znikną.
Ale przeszłość nie musi być wyrokiem określającym całą przyszłość.
Nie trzeba zaprzeczać swoim błędom, żeby przestać definiować przez nie całego siebie. Nie trzeba odzyskać zaufania wszystkich ludzi, żeby zacząć odbudowywać zaufanie do własnych decyzji. I nie trzeba być człowiekiem bez skazy, żeby skorzystać z pomocy.
Czasami pierwszym krokiem do nowego życia nie jest przekonanie: „Na pewno mi się uda”.
Jest nim znacznie skromniejsza myśl:
„Nie wiem jeszcze, czy potrafię żyć inaczej. Ale mogę spróbować i pozwolić sobie przyjąć pomoc”.
To może być początek rzeczywistej zmiany.
Jeżeli zmagasz się z uzależnieniem od narkotyków, masz trudności z zaakceptowaniem własnej przeszłości albo obawiasz się, że nie uda Ci się zmienić swojego życia, nie musisz pozostawać z tym sam.
Proces leczenia uzależnienia może obejmować nie tylko pracę nad zaprzestaniem używania substancji, ale również nad emocjami, relacjami, odpowiedzialnością i sposobem postrzegania samego siebie.
Ośrodek MONAR w Kęblinach koło Łodzi to miejsce, w którym można poszukać informacji o pomocy w wychodzeniu z uzależnienia i możliwościach podjęcia terapii.
Dowiedz się więcej: MONAR Kębliny – strona internetowa
Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej konsultacji z terapeutą uzależnień, psychologiem lub lekarzem.
SAMHSA – About Recovery. Zasady zdrowienia, rola nadziei, sprawczości, relacji i wsparcia.
Sibley A.L., Colston D.C., Go V.F. – Interventions to Reduce Self-Stigma in People Who Use Drugs: A Systematic Review. Journal of Substance Use and Addiction Treatment, 2024.
Galanis C. i in. – Stigma in substance-based and behavioural addictions: A systematic review. Journal of Behavioral Addictions, 2025.
SAMHSA – Incorporating Peer Support Into Substance Use Disorder Treatment Services, TIP 64, 2023.
A website created by
ab-media.pl