Człowiek przestaje brać narkotyki. Mijają pierwsze dni. Potem kolejne tygodnie.
Rodzina oczekuje ulgi. On sam również.
Przecież właśnie o to chodziło – żeby przestać.
Tymczasem zamiast spokoju może pojawić się coś zupełnie innego.
Złość bez wyraźnego powodu. Lęk, którego trudno się pozbyć. Rozdrażnienie. Płacz wywołany drobiazgiem. Poczucie pustki. Obojętność wobec ludzi, którzy jeszcze niedawno byli najważniejsi.
Albo jedno zdanie powtarzane w różnych sytuacjach:
„Nie wiem, co czuję”.
Czasem osoba rozpoczynająca terapię naprawdę nie potrafi powiedzieć, czy jest smutna, przestraszona, wściekła, zawstydzona czy po prostu zmęczona.
Może również nie czuć prawie niczego.
I właśnie wtedy pojawia się niebezpieczna myśl:
„Skoro bez narkotyków czuję się tak źle, to po co właściwie przestałem?”
To jeden z powodów, dla których leczenie uzależnienia nie może polegać wyłącznie na odstawieniu substancji.
Trzeźwość oznacza również ponowne nauczenie się życia z własnymi emocjami.
Osoby, które nigdy nie doświadczyły uzależnienia, często patrzą na substancję przede wszystkim jak na źródło przyjemności.
Ale z czasem narkotyk może zacząć pełnić zupełnie inną funkcję.
Pomaga nie czuć.
Albo przeciwnie – pozwala poczuć coś, czego bez niego człowiek nie potrafi przeżyć.
Substancja może stać się sposobem na:
Z czasem człowiek może więc coraz rzadziej zadawać sobie pytanie:
„Co się ze mną dzieje?”
Pojawia się prostsze rozwiązanie:
„Muszę coś wziąć”.
Jeżeli przez lata napięcie było regulowane w taki sposób, samo usunięcie narkotyku nie powoduje automatycznie, że pojawia się zdrowy sposób radzenia sobie z emocjami.
Zostaje napięcie.
Zostaje lęk.
Zostaje złość.
Zostają konflikty.
Zostaje samotność.
Zostają wspomnienia.
Tylko dawnego sposobu radzenia sobie z nimi już nie ma.
Nie zawsze jest tak, że narkotyk stworzył wszystkie problemy emocjonalne osoby uzależnionej.
Część z nich mogła istnieć dużo wcześniej.
Trudne dzieciństwo. Odrzucenie. Przemoc. Brak poczucia bezpieczeństwa. Konflikty rodzinne. Niskie poczucie własnej wartości. Lęk. Samotność. Problemy w relacjach.
Substancja mogła przez pewien czas przykrywać te doświadczenia.
Kiedy znika, człowiek nie wraca automatycznie do idealnego stanu sprzed uzależnienia.
Czasem po raz pierwszy od wielu lat spotyka się ze sobą bez chemicznego „filtra”.
I może się okazać, że wcale nie wie, co zrobić z tym, co znajduje.
U części osób początek trzeźwości przypomina emocjonalny chaos.
Drobna uwaga może wywołać ogromną złość.
Telefon od bliskiej osoby – poczucie presji.
Nieudany dzień – przekonanie, że wszystko jest bez sensu.
Krytyka – wstyd tak silny, że pojawia się chęć ucieczki.
Samotny wieczór – ogromna tęsknota za dawnym sposobem życia.
Emocja może być nieproporcjonalnie silna do sytuacji.
Ale ważne jest rozróżnienie:
emocja jest prawdziwa, nawet jeśli reakcja na nią nie musi być właściwa.
Człowiek może naprawdę czuć ogromną złość.
Nie oznacza to jednak, że musi krzyczeć, niszczyć rzeczy albo atakować innych.
Może naprawdę czuć lęk.
Nie oznacza to, że musi od niego natychmiast uciekać.
Może naprawdę czuć wstyd.
Nie oznacza to, że jedynym sposobem poradzenia sobie z nim jest odurzenie się.
To właśnie jedna z rzeczy, których można uczyć się podczas terapii:
emocję można przeżyć, nie wykonując automatycznie tego, do czego nas popycha.
Istnieje również przeciwieństwo emocjonalnego chaosu.
Pustka.
Człowiek nie jest szczególnie smutny.
Nie jest szczęśliwy.
Nie jest zły.
Nie jest podekscytowany.
Nic go specjalnie nie interesuje.
Rodzina mówi:
„Powinieneś się cieszyć. Przecież wszystko zaczyna się układać”.
A on nie potrafi.
Może siedzieć przy stole z ludźmi, których kocha, i mieć wrażenie, że obserwuje wszystko zza szyby.
Może wrócić do zainteresowań, które kiedyś sprawiały mu przyjemność, i nie czuć prawie nic.
Może nawet zastanawiać się:
„Czy ja jeszcze w ogóle potrafię być szczęśliwy?”
Taki stan nie powinien być automatycznie interpretowany jako niewdzięczność, lenistwo czy brak motywacji.
Po długotrwałym używaniu substancji układ odpowiedzialny za odczuwanie nagrody, motywację i reakcje emocjonalne potrzebuje czasu na adaptację do życia bez narkotyku.
Jednocześnie uporczywa pustka, znaczne obniżenie nastroju czy utrata zainteresowań mogą mieć również inne przyczyny psychiczne i wymagają profesjonalnej oceny.
Dlatego terapia nie polega na powiedzeniu:
„Weź się w garść”.
Polega między innymi na próbie zrozumienia:
co właściwie dzieje się z człowiekiem.
Jest jeszcze trzeci stan.
Emocje istnieją, ale człowiek nie potrafi ich rozpoznać.
Wie tylko, że „coś jest nie tak”.
Czuje ucisk w brzuchu.
Napięcie w ramionach.
Serce bije szybciej.
Nie może zasnąć.
Jest rozdrażniony.
Chce wyjść.
Nie wie jednak dlaczego.
Pytany:
„Co czujesz?”
odpowiada:
„Nie wiem”.
Albo:
„Normalnie”.
„Nic”.
„Wkurzenie”.
„Źle”.
Tymczasem pod słowem „źle” może kryć się wiele różnych doświadczeń:
strach, żal, zazdrość, wstyd, bezradność, poczucie odrzucenia, samotność, poczucie winy czy rozczarowanie.
Psychologia określa szczególną trudność w rozpoznawaniu i opisywaniu własnych emocji między innymi pojęciem aleksytymii. Badania wskazują, że problemy z identyfikowaniem i nazywaniem uczuć występują częściej u osób z zaburzeniami związanymi z używaniem substancji.
Nie oznacza to jednak, że każda osoba uzależniona ma aleksytymię.
Pokazuje natomiast coś bardzo ważnego:
umiejętność rozpoznawania własnych emocji wcale nie jest oczywista.
Można się jej uczyć.
Dla osoby rozpoczynającej leczenie to pytanie może początkowo wydawać się irytujące.
„Co to ma wspólnego z narkotykami?”
Bardzo dużo.
Wyobraźmy sobie prosty ciąg wydarzeń:
Ktoś krytykuje człowieka.
Pojawia się wstyd.
Wstyd wywołuje napięcie.
Człowiek nie rozpoznaje wstydu.
Wie tylko, że czuje się fatalnie.
Pojawia się myśl:
„Muszę się tego pozbyć”.
Przez lata najskuteczniejszym znanym sposobem było sięgnięcie po substancję.
Jeżeli człowiek nauczy się wcześniej zauważać:
„Czuję wstyd, bo odebrałem tę uwagę jak informację, że jestem beznadziejny”,
pojawia się przestrzeń pomiędzy emocją a działaniem.
A w tej przestrzeni można zrobić coś innego.
Porozmawiać.
Wyjść na spacer.
Poprosić o pomoc.
Poczekać.
Napisać, co się dzieje.
Skontaktować się z kimś zaufanym.
Zastosować poznane podczas terapii sposoby regulacji napięcia.
Nie każda emocja musi kończyć się działaniem.
To ogromna zmiana.
Jedną z najważniejszych rzeczy, których można nauczyć się podczas zdrowienia, jest oddzielenie trzech elementów:
tego, co czuję,tego, co myślę,od tego, co zrobię.
Mogę czuć złość i nie zaatakować.
Mogę czuć głód narkotykowy i nie sięgnąć po substancję.
Mogę czuć samotność i nie zadzwonić do osoby, z którą dawniej brałem.
Mogę czuć wstyd i nie uciec z terapii.
Mogę czuć lęk i mimo niego powiedzieć prawdę.
To właśnie stopniowe odzyskiwanie wpływu na własne zachowanie.
Nie chodzi o to, żeby przestać odczuwać trudne emocje.
Chodzi o to, żeby nie musieć przed każdą trudną emocją uciekać.
Bliscy często przeżyli wiele lat chaosu.
Kłamstwa.
Obietnice.
Znikanie.
Konflikty.
Strach.
Problemy finansowe.
Nieprzespane noce.
Kiedy osoba uzależniona rozpoczyna leczenie, rodzina może mieć nadzieję:
„Teraz wreszcie odzyskamy dawnego człowieka”.
Tymczasem zmiana nie następuje natychmiast.
Osoba może być drażliwa.
Wycofana.
Niepewna siebie.
Emocjonalna.
Może nie wiedzieć, czego chce.
Może zacząć mówić o rzeczach, o których wcześniej milczała.
Może zacząć stawiać granice.
Może mieć gorsze dni.
Dla rodziny bywa to rozczarowujące.
„Przecież już nie bierzesz. Dlaczego nadal tak się zachowujesz?”
Ale odstawienie narkotyków jest początkiem zdrowienia, a nie jego zakończeniem.
Człowiek, który przez lata funkcjonował w uzależnieniu, może potrzebować czasu, żeby nauczyć się funkcjonowania bez niego.
To również ważna lekcja.
Celem terapii nie jest życie pozbawione smutku, złości, lęku czy frustracji.
Takie życie nie istnieje.
Zdrowy człowiek również:
boi się,
złości,
czuje zazdrość,
przeżywa odrzucenie,
ma gorsze dni,
nie wie, co zrobić,
czuje się samotny.
Różnica polega na sposobie reagowania.
W uzależnieniu pojawia się pokusa:
„Nie chcę tego czuć. Muszę natychmiast coś z tym zrobić”.
W zdrowieniu może pojawić się nowa odpowiedź:
„Nie podoba mi się to, co czuję. Ale mogę przez to przejść”.
To pozornie niewielka różnica.
W praktyce może zmieniać całe życie.
Na początku ktoś może znać tylko kilka określeń:
dobrze,
źle,
wkurzony,
spokojny.
Z czasem zaczyna zauważać znacznie więcej.
Nie jestem po prostu „wkurzony”.
Jest mi przykro.
Poczułem się odrzucony.
Boję się, że zawiodę.
Wstydzę się.
Jestem zazdrosny.
Czuję bezradność.
Tęsknię.
Potrzebuję akceptacji.
Boję się samotności.
Jestem rozczarowany sobą.
I właśnie wtedy zaczyna się coś ważnego.
Jeżeli potrafię nazwać to, co się ze mną dzieje, mogę również zacząć szukać odpowiedzi na pytanie:
„Czego potrzebuję i co mogę z tym zrobić bez narkotyku?”
Badania dotyczące leczenia zaburzeń związanych z używaniem substancji wskazują, że świadomość własnego stanu emocjonalnego, psychoedukacja i rozwijanie umiejętności regulowania emocji są istotnymi elementami wielu współczesnych oddziaływań terapeutycznych.
Terapia nie zawsze od razu poprawia samopoczucie.
Czasami jest odwrotnie.
Człowiek zaczyna zauważać rzeczy, przed którymi wcześniej uciekał.
Żal do rodziców.
Krzywdę wyrządzoną bliskim.
Stracone lata.
Rozpad związku.
Zawiedzione zaufanie.
Własny wstyd.
Lęk przed przyszłością.
Poczucie winy.
Samotność.
To może boleć.
Ale istnieje ogromna różnica pomiędzy:
cierpieniem, przed którym człowiek całe życie ucieka,
a
cierpieniem, które zaczyna rozumieć i z którym uczy się sobie radzić.
To drugie może prowadzić do zmiany.
Nie każdy kryzys emocjonalny należy po prostu „przeczekać”.
Silne lub utrzymujące się objawy mogą wymagać dodatkowej oceny lekarskiej, psychiatrycznej lub psychologicznej.
Szczególnie ważne jest szukanie profesjonalnej pomocy, jeśli pojawia się między innymi:
Uzależnienie może współistnieć z innymi problemami psychicznymi.
Nie wszystko należy więc tłumaczyć samym odstawieniem substancji.
Kiedy osoba uzależniona mówi:
„Nie wiem, co czuję”
– nie zawsze oznacza to, że nie chce rozmawiać.
Czasami naprawdę nie wie.
I właśnie od tego miejsca można zacząć.
Co dzieje się w twoim ciele?
Co wydarzyło się chwilę wcześniej?
Jaka myśl pojawiła się w głowie?
Czego się boisz?
Co najchętniej zrobiłbyś w tej chwili?
Czy podobne uczucie pojawiało się wcześniej?
Co pomaga ci je przeżyć bez uciekania w substancję?
Z czasem z niewyraźnego:
„Jest mi źle”
może powstać:
„Boję się, że po wyjściu z ośrodka nie dam sobie rady i dlatego jestem dzisiaj rozdrażniony”.
To ogromny postęp.
Bo z konkretnym lękiem można pracować.
Z bezimiennym „źle” jest znacznie trudniej.
Może oznaczać coś znacznie ważniejszego.
Że człowiek zaczyna przeżywać swoje życie naprawdę.
Bez chemicznego wyłącznika.
Bez natychmiastowej ucieczki.
Bez konieczności zmieniania każdej trudnej emocji za pomocą substancji.
Będzie radość.
Ale będzie też smutek.
Będzie spokój.
Ale czasem pojawi się lęk.
Będzie nadzieja.
Ale mogą przychodzić chwile zwątpienia.
Zdrowienie nie polega na tym, że człowiek już nigdy nie poczuje się źle.
Polega między innymi na tym, że kiedy poczuje się źle, ma coraz więcej możliwości poza powrotem do narkotyku.
Leczenie uzależnienia jest czymś znacznie większym niż przerwanie przyjmowania substancji.
To także poznawanie siebie.
Rozpoznawanie swoich schematów.
Uczenie się relacji.
Przyjmowanie odpowiedzialności.
Budowanie granic.
Radzenie sobie z napięciem.
Odkrywanie tego, co wywołuje głód substancji.
I uczenie się emocji, które przez lata mogły być zagłuszane.
W MONAR Kębliny proces terapeutyczny daje przestrzeń, w której osoba uzależniona może stopniowo uczyć się funkcjonowania bez narkotyków – nie tylko przez pozostawanie w abstynencji, ale poprzez pracę nad sobą, relacjami, emocjami i sposobami reagowania na trudne sytuacje.
Bo pytanie:
„Jak przestać brać?”
jest bardzo ważne.
Ale w pewnym momencie pojawia się następne:
„Jak mam żyć, kiedy już nie biorę?”
A jednym z elementów odpowiedzi jest nauczenie się, że własnych emocji nie trzeba ani zagłuszać, ani się ich bać.
Można nauczyć się je rozpoznawać.
Nazywać.
Rozumieć.
I przeżywać.
Bez narkotyków.
A website created by
ab-media.pl