Czasem człowiek przestaje brać. Zaczyna terapię. Uczy się rozpoznawać głód, unikać sytuacji ryzykownych, nazywać emocje i brać odpowiedzialność za swoje decyzje.
A potem pojawia się coś, co z pozoru powinno być łatwiejsze niż walka z uzależnieniem.
Bliskość.
Ktoś chce być obok. Pyta, co się dzieje. Chce rozmawiać. Okazuje troskę. Zaczyna ufać.
I właśnie wtedy może pojawić się lęk.
Nie zawsze lęk świadomy. Czasami wygląda jak chłód. Czasami jak złość. Innym razem jak nagłe wycofanie, zerwanie kontaktu albo przekonanie:
„Lepiej odejdę pierwszy, zanim ktoś odejdzie ode mnie”.
Dlaczego po uzależnieniu zdrowa relacja może być tak trudna?
Bo trzeźwość nie oznacza automatycznie, że człowiek od razu umie być blisko.
Substancja może przez lata pełnić wiele funkcji.
Może pomagać nie czuć napięcia.
Może tłumić lęk.
Może pozwalać zapomnieć o wstydzie.
Może dawać chwilowe poczucie pewności siebie.
Może ułatwiać kontakt z ludźmi albo przeciwnie – pozwalać od ludzi uciec.
Dlatego po odstawieniu człowiek nie traci wyłącznie narkotyku czy alkoholu.
Czasem traci również sposób, którym przez lata regulował własne emocje.
I wtedy okazuje się, że zwykłe zdanie:
„Powiedz mi, co naprawdę czujesz”
może być trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
Zdrowa relacja wymaga czegoś, czego wiele osób przez lata próbowało unikać:
bycia widzianym takim, jakim się naprawdę jest.
Nie tylko wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze.
Także wtedy, kiedy pojawia się lęk, zazdrość, poczucie winy, wstyd, bezradność czy potrzeba pomocy.
Dla osoby, która przez długi czas ukrywała uzależnienie albo konsekwencje swojego zachowania, taka otwartość może być bardzo trudna.
Może pojawić się myśl:
„Jeśli pokażę, jaki naprawdę jestem, ktoś mnie odrzuci”.
W efekcie człowiek może zacząć robić coś pozornie sprzecznego.
Bardzo potrzebuje relacji, a jednocześnie zaczyna od niej uciekać.
To doświadczenie może przyjmować bardzo różne formy.
Ktoś zaczyna unikać rozmów.
Przestaje odbierać telefon.
Nie odpowiada na wiadomości.
Robi się chłodny.
Zaczyna prowokować kłótnie.
Szuka powodów, żeby zakończyć relację.
Albo nagle koncentruje się na wadach drugiej osoby.
Nie zawsze oznacza to, że relacja jest zła.
Czasami oznacza po prostu:
„Ta bliskość zaczyna mnie przerażać”.
Bo kiedy relacja staje się ważna, pojawia się również możliwość straty.
A dla kogoś, kto wielokrotnie doświadczał odrzucenia, zawodu albo chaosu w relacjach, może być to bardzo silne źródło napięcia.
Uzależnienie może pozostawić po sobie bardzo dużo wstydu.
Wstyd nie mówi:
„Zrobiłem coś złego”.
On często mówi:
„To ze mną jest coś nie tak”.
I właśnie dlatego jest tak niszczący.
Człowiek może myśleć:
„Gdyby naprawdę wiedziała, jaki jestem, nie chciałaby ze mną być”.
„Nie zasługuję na normalny związek”.
„Prędzej czy później i tak wszystko zepsuję”.
„Lepiej trzymać ludzi na dystans”.
Jeżeli takie przekonania nie zostaną zauważone i przepracowane, mogą wpływać na każdą kolejną relację.
Po uzależnieniu wiele mówi się o tym, że rodzina musi ponownie nauczyć się ufać osobie, która wcześniej kłamała, ukrywała swoje zachowania albo łamała obietnice.
To prawda.
Ale druga strona problemu również jest ważna.
Osoba wychodząca z uzależnienia także może mieć ogromny problem z zaufaniem innym.
Może stale zastanawiać się:
„Czy mnie zostawi?”
„Czy naprawdę mówi prawdę?”
„Czy za chwilę mnie zrani?”
„Czy mogę pokazać słabość?”
Wtedy relacja może przypominać nieustanny test.
Partner jest sprawdzany.
Słowa są analizowane.
Brak wiadomości przez kilka godzin może wywoływać ogromny niepokój.
Niewielki konflikt może zostać odebrany jako zapowiedź porzucenia.
Zdrowa relacja wymaga przestrzeni.
Każdy ma własne potrzeby, granice, znajomych, obowiązki i czas dla siebie.
Dla części osób po doświadczeniu uzależnienia taka równowaga może być trudna.
Może pojawić się skrajność:
albo całkowite przywiązanie do drugiej osoby, albo całkowite wycofanie.
„Jeżeli mnie kochasz, powinieneś być cały czas przy mnie”.
A chwilę później:
„Nie potrzebuję nikogo”.
Tymczasem zdrowa bliskość nie oznacza ani zlania się dwóch osób w jedną, ani emocjonalnej izolacji.
To umiejętność pozostawania blisko, zachowując jednocześnie własne granice.
To szczególnie ważne.
Nowy partner może dawać ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Może wspierać.
Może słuchać.
Może pomagać przetrwać trudniejsze dni.
Ale nie powinien stawać się jedynym sposobem radzenia sobie z emocjami.
Jeżeli człowiek zaczyna myśleć:
„Dopóki ona jest ze mną, wszystko będzie dobrze”,
pojawia się ryzyko, że cała stabilność zostanie oparta na jednej osobie.
A wtedy nawet zwykły konflikt może uruchomić bardzo silny kryzys.
Zdrowienie oznacza między innymi uczenie się, że można korzystać z wielu źródeł wsparcia:
terapii,
grupy,
bliskich,
codziennych rutyn,
własnych sposobów regulowania emocji.
Partner może być ważną częścią życia.
Nie powinien jednak stawać się jego jedynym fundamentem.
To bardzo surowe oczekiwanie wobec siebie.
Człowiek może być kilka miesięcy trzeźwy, a jednocześnie dopiero zaczynać uczyć się:
jak mówić o emocjach,
jak przepraszać,
jak stawiać granice,
jak znosić odmowę,
jak nie uciekać podczas konfliktu,
jak przyjąć krytykę bez natychmiastowego ataku,
jak nie manipulować,
jak nie kontrolować drugiej osoby,
jak mówić o swoich potrzebach.
To nie zawsze przychodzi automatycznie wraz z odstawieniem substancji.
Tego trzeba się uczyć.
Dla wielu osób bardzo trudne jest odkrycie, że można się z kimś pokłócić i nadal być razem.
Można się zdenerwować.
Można potrzebować chwili samotności.
Można mieć inne zdanie.
Można powiedzieć:
„Nie zgadzam się”.
I nie oznacza to automatycznie odrzucenia.
Jeżeli wcześniejsze relacje były chaotyczne albo bardzo niestabilne, nawet niewielki konflikt może uruchamiać ogromny lęk.
Dlatego jedną z ważnych umiejętności w zdrowieniu może być nauczenie się:
„Nie muszę uciekać za każdym razem, kiedy robi się trudno”.
To jedno z bardziej bolesnych pytań.
Człowiek wreszcie spotyka kogoś, kto go szanuje.
Nie ma ciągłych awantur.
Nie ma manipulacji.
Nie ma chaosu.
Jest spokój.
A mimo to zaczyna czuć się źle.
Dlaczego?
Bo to, co zdrowe, nie zawsze od razu wydaje się znajome.
Jeżeli przez wiele lat normalnością były kryzys, napięcie, dramatyczne relacje albo nieprzewidywalność, spokój może początkowo wydawać się… dziwny.
Nawet nudny.
Czasami człowiek zaczyna więc nieświadomie odtwarzać chaos, który zna.
Prowokuje konflikty.
Wycofuje się.
Sprawdza, jak daleko może się posunąć.
Podejrzewa partnera.
Albo zaczyna szukać powodu, żeby odejść.
Nie dlatego, że chce cierpieć.
Dlatego, że jego dotychczasowe schematy są mu bardziej znane niż zdrowa bliskość.
To dotyczy również partnera osoby wychodzącej z uzależnienia.
Miłość sama w sobie nie leczy uzależnienia.
Partner nie jest terapeutą.
Nie powinien przejmować odpowiedzialności za trzeźwość drugiej osoby.
Nie powinien też stale sprawdzać telefonu, kontrolować każdego wyjścia ani próbować przewidywać wszystkich zagrożeń.
Takie zachowania mogą wynikać ze strachu.
Ale zdrowa relacja wymaga odpowiedzialności po obu stronach.
Jedna osoba może wspierać.
Druga nadal musi wykonywać własną pracę związaną ze zdrowieniem.
Nie wielkie deklaracje.
Najczęściej pomagają małe, powtarzalne zachowania.
Powiedzenie prawdy, nawet jeśli jest niewygodna.
Dotrzymanie drobnej obietnicy.
Przyznanie:
„Nie wiem, co teraz czuję”.
Powiedzenie:
„Potrzebuję chwili, ale nie uciekam od tej rozmowy”.
Umiejętność przeproszenia bez dodawania „ale”.
Uszanowanie czyjejś granicy.
Powrót do rozmowy po konflikcie.
To właśnie z takich drobnych sytuacji buduje się bezpieczeństwo.
Nie jedną wielką rozmową.
Setkami małych doświadczeń, w których człowiek przekonuje się:
„Mogę być sobą i nie muszę natychmiast uciekać”.
Terapia uzależnienia nie dotyczy wyłącznie substancji.
Dotyczy również tego, jak człowiek funkcjonuje wobec innych ludzi.
Jak reaguje na krytykę.
Jak radzi sobie z odrzuceniem.
Jak mówi o swoich potrzebach.
Jak przyjmuje granice.
Jak zachowuje się, kiedy ktoś się z nim nie zgadza.
W grupie terapeutycznej wiele z tych rzeczy dzieje się na żywo.
Nie tylko się o nich mówi.
Można zobaczyć własne reakcje.
Można usłyszeć informację zwrotną.
Można spróbować zachować się inaczej niż wcześniej.
Dlatego relacje tworzone podczas terapii mogą stać się ważnym miejscem uczenia się nowych sposobów funkcjonowania.
Jednym z największych błędów byłoby oczekiwanie, że po odstawieniu substancji człowiek natychmiast stanie się idealnym partnerem, rodzicem czy przyjacielem.
Zdrowienie jest procesem.
Tak samo jak odbudowywanie relacji.
Czasami pierwszym sukcesem nie jest wielka miłość.
Jest nim powiedzenie:
„Boję się, że mnie zostawisz”.
zamiast zniknięcia na kilka dni.
Czasami sukcesem jest:
„Jestem zły, ale chcę o tym porozmawiać”.
zamiast zerwania kontaktu.
A czasami:
„Potrzebuję pomocy”.
zamiast powrotu do starego sposobu radzenia sobie.
Uzależnienie często zawęża świat.
Do substancji.
Do zdobywania jej.
Do ukrywania problemu.
Do przetrwania kolejnego dnia.
Zdrowienie stopniowo ten świat poszerza.
Wracają zainteresowania.
Plany.
Odpowiedzialność.
I ludzie.
Ale prawdziwa bliskość wymaga czegoś, czego nie da się osiągnąć natychmiast.
Zaufania.
Do drugiego człowieka.
I do samego siebie.
Dlatego osoba po uzależnieniu może przez pewien czas jednocześnie bardzo potrzebować relacji i bardzo się jej bać.
To nie musi oznaczać, że nie potrafi kochać.
Może oznaczać, że dopiero uczy się czegoś, czego wcześniej nigdy nie miała okazji nauczyć się w bezpieczny sposób.
A wtedy pytanie przestaje brzmieć:
„Dlaczego znowu uciekam?”
i zaczyna brzmieć:
„Co dzieje się we mnie w chwili, kiedy chcę uciec?”
To właśnie w tym miejscu często zaczyna się prawdziwa zmiana.
A website created by
ab-media.pl