Osoba po terapii uzależnienia stojąca przed wyborem nowej drogi życia – MONAR Kębliny
07 września 2026

„Nie potrafię zdecydować, czego chcę” – dlaczego po uzależnieniu tak trudno odzyskać kontrolę nad własnym życiem?

Skończył terapię. Nie bierze. Wrócił do domu. Teoretycznie właśnie teraz powinien zacząć „normalne życie”.

Tylko co to właściwie znaczy?

Czy wrócić do dawnej pracy? Poszukać nowej? Zostać w związku czy odejść? Zamieszkać z rodziną czy spróbować samodzielności? Spotykać się ze starymi znajomymi? Z kim zerwać kontakt? Co robić wieczorami? Jak spędzać weekendy? Na co wydawać pieniądze? Komu ufać? Czego w ogóle chcieć od życia?

Dla człowieka, który nigdy nie doświadczył uzależnienia, takie pytania mogą brzmieć zwyczajnie.

Dla osoby wychodzącej z nałogu potrafią być przytłaczające.
 

Czasami pada wtedy zdanie:

„Ja naprawdę nie wiem, czego chcę.”

Bliscy mogą odbierać je jako wygodnictwo albo brak dojrzałości.

„Przecież jesteś dorosły”.

„Musisz wreszcie zacząć decydować”.

„Nie możemy całe życie mówić ci, co masz robić”.

Problem polega na tym, że po długim okresie uzależnienia odzyskanie trzeźwości nie zawsze oznacza automatyczne odzyskanie sprawczości.

Człowiek może już nie brać, a mimo to dopiero uczyć się ponownie kierować własnym życiem.
 

Uzależnienie stopniowo zawęża świat

Na początku substancja jest zwykle tylko jednym z elementów życia.

Jest szkoła lub praca. Są znajomi. Zainteresowania. Rodzina. Plany. Związki. Wakacje. Pieniądze. Sport. Marzenia.

I jest narkotyk albo alkohol.

Z czasem proporcje mogą się jednak zmieniać.

Coraz więcej decyzji zaczyna być związanych z substancją:

Czy dziś będę brał?

Czy mam czym zapłacić?

Gdzie zdobyć pieniądze?

Z kim się spotkać?

Jak ukryć swój stan?

Co powiedzieć rodzinie?

Jak poradzić sobie z tym, co wydarzyło się wczoraj?

Jak przetrwać napięcie?

Jak poczuć ulgę?

Jak uniknąć konsekwencji?

Świat nie zawsze kurczy się nagle.

Częściej dzieje się to po kawałku.

Najpierw odpadają niektóre zainteresowania. Później część znajomych. Potem plany. Ambicje. Obowiązki. Relacje.

To, co kiedyś było ważne, przestaje konkurować z czymś, co daje szybką nagrodę albo natychmiastową ulgę.
 

Uzależnienie wpływa również na mechanizmy związane z nagrodą, kontrolą impulsów, planowaniem i podejmowaniem decyzji. Badania nad zaburzeniami związanymi z używaniem substancji wskazują, że u części osób występują trudności dotyczące uwagi, pamięci, funkcji wykonawczych oraz podejmowania decyzji. Nie oznacza to, że każdy pacjent doświadcza ich w takim samym stopniu ani że są one nieodwracalne. Pokazuje jednak, dlaczego samo odstawienie substancji nie zawsze powoduje natychmiastowy powrót do wcześniejszego sposobu funkcjonowania.

I właśnie dlatego po przerwaniu używania może wydarzyć się coś paradoksalnego.

Nagle znika to, co przez długi czas organizowało znaczną część życia.

I pozostaje ogromna przestrzeń.

Trzeba ją czymś wypełnić.
 

Kiedyś najważniejsze było „zdobyć”. Teraz trzeba odpowiedzieć: „po co żyję?”

W aktywnym uzależnieniu człowiek może żyć bardzo chaotycznie, ale jego zachowanie w pewnym sensie staje się podporządkowane jednemu niezwykle silnemu mechanizmowi.

Zdobyć.

Zażyć.

Poczuć ulgę.

Ukryć.

Przetrwać konsekwencje.

Powtórzyć.

Kiedy substancja znika, pojawia się miejsce na pytania, które wcześniej można było przez lata zagłuszać.

Co ja właściwie lubię?

Jakiego życia chcę?

Jakim człowiekiem chcę być?

Z kim chcę je przeżyć?

Co jest dla mnie ważne?

I być może najtrudniejsze:

Skąd mam wiedzieć, że decyzja, którą podejmuję, jest dobra?

To właśnie tutaj zaczyna się jeden z mniej widocznych etapów zdrowienia.

Nie tylko nauczyć się nie brać.

Nauczyć się wybierać.
 

„Powiedzcie mi, co mam zrobić”

W terapii można czasami zauważyć pewien paradoks.

Człowiek, który przez lata buntował się przeciwko każdemu, kto próbował mu cokolwiek powiedzieć, zaczyna oczekiwać od innych gotowych odpowiedzi.

„Mam wrócić do dziewczyny czy nie?”

„Mam podjąć tę pracę?”

„Powinienem wyprowadzić się od rodziców?”

„Mogę spotkać się z tym kolegą?”

„Co wy byście zrobili na moim miejscu?”

Nie zawsze wynika to z lenistwa.

Czasem samodzielna decyzja oznacza coś bardzo niewygodnego:

jeżeli to ja wybiorę, będę także odpowiedzialny za konsekwencje.
 

A odpowiedzialność może przerażać człowieka, który ma za sobą wiele decyzji zakończonych stratą, konfliktem, wstydem albo poczuciem winy.

Bezpieczniej jest powiedzieć:

„Zrobiłem tak, bo terapeuta powiedział”.

„Rodzina chciała”.

„Oni uznali, że tak będzie najlepiej”.

Wtedy nawet porażka trochę mniej boli.

Bo nie była do końca moja.

Tyle że nie na tym polega zdrowienie.
 

Terapia nie ma przejąć steru

Dobry proces terapeutyczny nie polega na tym, że specjalista zaczyna podejmować decyzje za pacjenta.

Wręcz przeciwnie.

Jednym z ważnych kierunków zdrowienia jest stopniowe odzyskiwanie zdolności do samostanowienia.

W podejściu recovery stosowanym w leczeniu zaburzeń związanych z używaniem substancji podkreśla się, że zdrowienie nie sprowadza się wyłącznie do abstynencji. Chodzi również o odbudowywanie zdrowia, relacji, poczucia sensu, uczestnictwa w życiu społecznym i możliwości prowadzenia życia zgodnie z własnymi celami. SAMHSA określa samostanowienie i życie kierowane przez samego człowieka jako ważne elementy procesu zdrowienia.

Terapeuta może więc powiedzieć:

„Zobaczmy, jakie masz możliwości”.

„Zastanówmy się, czego się boisz”.

„Co może się wydarzyć, jeżeli wybierzesz pierwszą opcję?”

„A co, jeśli drugą?”

„Czy ta decyzja przybliża cię do życia, które próbujesz zbudować?”

Ale ostatecznie coraz częściej powinno pojawiać się:

„A czego ty chcesz?”

I właśnie to pytanie dla niektórych osób okazuje się jednym z najtrudniejszych pytań terapii.
 

Problem w tym, że czasami naprawdę nie wiadomo

Człowiek po latach uzależnienia może odpowiedzieć zupełnie szczerze:

„Nie wiem.”

Nie wie, co lubi robić bez substancji.

Nie wie, jak odpoczywać.

Nie wie, czy naprawdę lubił ludzi, z którymi wcześniej spędzał czas, czy po prostu razem brali.

Nie wie, czy chce utrzymywać dawny związek.

Nie wie, jaki zawód wybrać.

Nie wie, jak powinna wyglądać jego przyszłość.

Nie wie nawet, czy potrafi sobie tę przyszłość wyobrazić.

I nie zawsze trzeba natychmiast tę pustkę wypełniać.

Czasami „nie wiem” jest uczciwszą i zdrowszą odpowiedzią niż kolejne impulsywne „wiem”.

W terapii można nauczyć się zatrzymywać przed decyzją.

Sprawdzać.

Próbować.

Obserwować siebie.

Zmieniać zdanie.

Nie każda decyzja musi być deklaracją na całe życie.
 

Uzależnienie uczy wybierać to, co działa teraz

Jednym z mechanizmów, który może mieć znaczenie w uzależnieniu, jest przewaga natychmiastowej nagrody nad odległymi konsekwencjami.

Substancja potrafi przynieść efekt szybko.

Ulgę.

Odcięcie od myśli.

Pobudzenie.

Rozluźnienie.

Zapomnienie.

Natomiast pozytywne konsekwencje wielu zdrowych decyzji są odroczone.

Regularna praca nie daje euforii dziś wieczorem.

Naprawianie relacji może trwać miesiące.

Odzyskiwanie zaufania — jeszcze dłużej.

Nauka zawodu wymaga czasu.

Poprawa kondycji wymaga powtarzalności.
 

Oszczędzanie pieniędzy oznacza rezygnowanie z części przyjemności teraz, żeby skorzystać z nich później.

W badaniach nad uzależnieniami opisuje się zaburzenia procesów decyzyjnych związanych między innymi z oceną nagrody, hamowaniem reakcji oraz uczeniem się na konsekwencjach. Są one również analizowane jako jeden z czynników mogących mieć znaczenie dla ryzyka nawrotu.

Zdrowienie oznacza więc również uczenie się zupełnie innego sposobu myślenia:

nie tylko „co da mi ulgę teraz?”, ale „dokąd zaprowadzi mnie ta decyzja za tydzień, miesiąc albo rok?”.
 

Wolność może być przerażająca

Można marzyć o wyjściu z ośrodka.

A potem wyjść za bramę i odkryć, że wolność jest trudniejsza, niż się wydawało.

W ośrodku istnieje rytm.

Są określone godziny.

Obowiązki.

Spotkania.

Zasady.

Ludzie.

Plan dnia.

W zwykłym życiu nikt rano nie musi powiedzieć:

„Wstań”.

Nikt nie musi przypominać:

„Idź na zajęcia”.

Nikt wieczorem nie zapyta:

„Co się dziś z tobą działo?”

Teoretycznie można robić, co się chce.

Tylko że właśnie wtedy pojawia się pytanie:

co ja właściwie chcę robić?

Dlatego okres po zakończeniu terapii nie powinien być traktowany jak moment, w którym człowiek „został naprawiony”.

To kolejna część procesu.

WHO w zaleceniach dotyczących leczenia uzależnień wskazuje na znaczenie długoterminowego wsparcia, opieki środowiskowej, oddziaływań opartych na aktywności i wsparcia rówieśniczego jako elementów podejścia ukierunkowanego na zdrowienie.

Nie chodzi więc tylko o to, żeby wytrzymać bez narkotyków.

Chodzi o stworzenie życia, do którego warto wracać każdego dnia.
 

Od wielkich decyzji ważniejsze bywają małe

Po terapii może pojawić się pokusa:

„Teraz muszę wszystko zmienić”.

Nowa praca.

Nowe miasto.

Nowy związek.

Nowy człowiek.

Nowe życie.

Natychmiast.

Tymczasem sprawczość często odbudowuje się w znacznie mniej spektakularny sposób.

Wstaję, choć mi się nie chce.

Idę do pracy.

Oddzwaniam, zamiast unikać rozmowy.

Mówię „nie”, kiedy ktoś proponuje mi coś, czego nie chcę.

Nie wydaję wszystkich pieniędzy pierwszego dnia.

Mówię, że jestem zły, zamiast znikać.

Proszę o pomoc, zanim sytuacja stanie się kryzysem.

Nie wracam do miejsca, o którym wiem, że jest dla mnie niebezpieczne.

Kończę coś, co rozpocząłem.

To właśnie takie decyzje zaczynają budować nowe doświadczenie:

mogę sobie ufać.

A to jest ogromna zmiana.
 

„Ale przecież wcześniej potrafił podejmować decyzje”

Rodzina może mieć trudność ze zrozumieniem tego procesu.

Zwłaszcza kiedy pamięta człowieka sprzed uzależnienia.

„Przecież kiedyś był samodzielny”.

„Sam znalazł pracę”.

„Miał plany”.

„Potrafił wszystko załatwić”.

To prawda.

Ale lata życia w uzależnieniu mogą zmienić nie tylko codzienne przyzwyczajenia.

Mogą również osłabić poczucie kompetencji.

Jeżeli człowiek wielokrotnie coś obiecywał i nie dotrzymywał słowa, podejmował decyzję o zaprzestaniu używania i do niego wracał, zawodził siebie i innych — może przestać ufać własnym postanowieniom.

Pojawia się myśl:

„Skoro tyle razy źle wybrałem, skąd mam wiedzieć, że teraz wybiorę dobrze?”

Dlatego odbudowywanie sprawczości jest jednocześnie odbudowywaniem zaufania do samego siebie.

Nie poprzez zapewnienia.

Poprzez doświadczenie.

Małe decyzje.

Konsekwencję.

Błędy.

Korygowanie błędów.

I kolejne decyzje.
 

Rodzina też musi nauczyć się oddawać kontrolę

To może być bardzo trudne.

Bliscy osoby uzależnionej przez lata nieraz żyli w stanie ciągłego alarmu.

Kontrolowali pieniądze.

Sprawdzali telefon.

Pytali, gdzie był.

Pilnowali.

Załatwiali.

Ratowali.

Przewidywali katastrofy.

Podejmowali decyzje, bo wydawało się, że jeśli tego nie zrobią, wydarzy się coś złego.

A potem rozpoczyna się zdrowienie.

I rodzina musi zrobić coś, co może budzić ogromny lęk:

stopniowo oddać odpowiedzialność z powrotem.

Nie oznacza to braku granic.

Nie oznacza naiwności.

Nie oznacza finansowania ryzykownych zachowań ani udawania, że wcześniejsze problemy nie miały miejsca.

Oznacza jednak zaakceptowanie, że dorosły człowiek nie nauczy się odpowiedzialności, jeśli ktoś przez całe życie będzie ponosił odpowiedzialność za niego.

Czasami pomoc brzmi więc nie:

„Zrób tak”.

Ale:

„To twoja decyzja. Mogę z tobą o niej porozmawiać”.
 

A jeśli wybierze źle?

Wybierze.

Każdy wybiera czasami źle.

Osoba po terapii również.

Może podjąć pracę, której później nie będzie lubiła.

Może zaufać niewłaściwej osobie.

Może wybrać studia i je przerwać.

Może wejść w relację, która się nie uda.

Może zmienić zdanie.

Może przecenić własne możliwości.

Może czegoś żałować.

Zdrowienie nie polega na tym, że człowiek od tej chwili podejmuje wyłącznie idealne decyzje.

Polega między innymi na tym, że zła decyzja nie musi już prowadzić do substancji.

Można popełnić błąd i go naprawić.

Można ponieść konsekwencje.

Można przeprosić.

Można zmienić kierunek.

Można powiedzieć:

„To nie wyszło. Spróbuję inaczej”.

Dla człowieka wychodzącego z uzależnienia może to być jedna z największych zmian w sposobie patrzenia na siebie.

Nie muszę być bezbłędny.

Muszę nauczyć się radzić sobie także wtedy, kiedy popełniam błędy.
 

Sprawczość nie oznacza: „nikogo nie potrzebuję”

Jest jeszcze jedna pułapka.

Człowiek zaczyna odzyskiwać samodzielność i dochodzi do wniosku:

„Teraz już poradzę sobie sam”.

To niekoniecznie jest oznaka zdrowia.

Dojrzała samodzielność nie polega na odrzuceniu wszystkich ludzi.

Czasami najbardziej samodzielną decyzją jest właśnie:

„Potrzebuję pomocy.”

Wsparcie innych osób jest uznawane za jeden z ważnych elementów procesu zdrowienia, a współczesne modele recovery podkreślają zarówno indywidualną odpowiedzialność, jak i znaczenie relacji, społeczności oraz wsparcia rówieśniczego.

Można więc jednocześnie samemu kierować swoim życiem i korzystać z pomocy terapeuty.

Można samemu podejmować decyzje i konsultować je z bliskimi.

Można być dorosłym i powiedzieć:

„Mam dziś kryzys. Nie chcę zostać z tym sam”.
 

Najważniejsze pytanie terapii może brzmieć inaczej, niż się wydaje

Na początku leczenia pytanie często brzmi:

„Jak przestać brać?”

To pytanie jest konieczne.

Ale z czasem pojawia się drugie:

„Jak nie wrócić?”

A później być może jeszcze ważniejsze:

„Jak chcę żyć, żeby nie musieć cały czas przed swoim życiem uciekać?”

I właśnie tutaj rozpoczyna się praca, której czasami nie widać z zewnątrz.

Człowiek uczy się rozpoznawać własne potrzeby.

Odróżniać impuls od decyzji.

Zastanawiać się nad konsekwencjami.

Wytrzymywać niepewność.

Planować.

Brać odpowiedzialność.

Mówić „tak”.

Mówić „nie”.

Zmieniać zdanie.

Ponosić konsekwencje swoich wyborów.

Prosić o pomoc.

I coraz częściej samemu odpowiadać na pytanie:

„Co teraz zrobię?”
 

Trzeźwość daje możliwość wyboru. Teraz trzeba nauczyć się z niej korzystać

Być może właśnie dlatego wychodzenie z uzależnienia jest czymś znacznie większym niż zaprzestanie używania substancji.

Nie chodzi tylko o odzyskanie zdrowia.

Ani wyłącznie o odzyskanie rodziny, pracy czy pieniędzy.

Chodzi również o odzyskanie czegoś bardzo podstawowego:

wpływu na własne życie.

Na początku może się on mieścić w jednej niewielkiej decyzji.

Potem w następnej.

I następnej.

Aż pewnego dnia człowiek orientuje się, że nie tylko od dłuższego czasu nie bierze.

Zauważa coś więcej.

Że znowu ma plany.

Że wie, czego nie chce.

Że zaczyna wiedzieć, czego chce.

Że potrafi wybrać.

I nawet jeśli nie zawsze wybiera idealnie — to coraz częściej jest to naprawdę jego życie.
 

Leczenie uzależnienia to nie tylko droga do abstynencji

W Ośrodku MONAR w Kęblinach terapia nie sprowadza się do przerwania używania substancji. Proces zdrowienia obejmuje także poznawanie siebie, uczenie się nowych sposobów radzenia sobie z emocjami, budowanie relacji, odpowiedzialności i życia, które nie musi już być podporządkowane narkotykom.

Jeżeli uzależnienie sprawiło, że coraz trudniej odpowiedzieć Ci na pytanie, czego właściwie chcesz od życia, nie oznacza to, że odpowiedź zniknęła na zawsze.

Być może trzeba dopiero nauczyć się jej szukać.

Bo celem terapii nie jest stworzenie człowieka, który robi wszystko „tak jak trzeba”.

Celem jest pomóc człowiekowi odzyskać możliwość świadomego decydowania, jak chce żyć.

 

A website created by 
ab-media.pl